Recenzje: "Pardon my French"


No i tempo festiwalu nas zmogło.... No może nie tyle nas ile nasz blog
Najpierw dawka zaległych recenzji znakomitych filmów w wykonaniu równie znakomitych młodych filmoznawców z toruńskiego UMK.
„Pardon my French” – powieściopisarka w potrzebie
W toruńskim Naszym Kinie ruszyła projekcja francuskiego filmu „Pardon my French” w reżyserii Sophie Fillières. Odbywająca się w ramach Tofifestu premiera przyciągnęła tak liczną widownię, że sala wypełniona była po brzegi, co nie zdarza się za często w tak alternatywnej placówce jak Nasze Kino.
Film Fillieres opowiada o francuskiej pisarce w średnim wieku. Główna bohaterka ma przede wszystkim wielki problem z samą sobą. Brak akceptacji rzutuje na każdy kolejny aspekt jej życia: małżeństwo, rodzina czy nawet remont. Co więcej nie toleruje nawet tak fundamentalnego elementu siebie, jak własne imię - Célimène - i karze nazywać się Natalie. Czuje się niespełniona i nieszczęśliwa, a na domiar złego przeżywa twórczy kryzys swojej
i tak nie najlepszej literackiej kariery. W tej całej emocjonalnej i pisarskiej blokadzie Natalie pojawia się młoda dziewczyna. Objawia się jej całkowicie z znienacka i tak po prostu mówi jej o tym, że obserwuje ją od jakiegoś czasu. Zajmuje się rachunkami, kontaktami z byłym mężem i nalega by jej ulubiona autorka napisała kolejną książkę właśnie o niej.

Właściwa część filmu poświęcona jest drodze, którą pokonuje pisarka w porządkowaniu swojego życia, emocji i poznaniu swojej młodej, obsesyjnej fanki. Początkowo zbywa natarczywą dziewczynę, lecz ta ma sobie za nic niechęć idolki i uporczywie nachodzi ją
w odwiedzanych przez nią miejscach. Ostatecznie Natalie decyduje się napisać o dziewczynie, lecz
literacka sytuacja rozwinie się w kierunku, którego żadna z kobiet nie przewidziała.

Mogłoby się wydawać, że kryzys twórczy to bardzo sztampowy i wielokrotnie opowiedziany już temat, jednak pomimo tego, że nie jest to najbardziej innowacyjna fabuła to film ogląda się z dużą przyjemnością. Wynika to z lekkości i nie nachalnego stylu. „Pardon my French” ujmuję swoim rzadkim poczuciem humoru i innymi drobnymi komicznymi „momentami”, które rozprężają napiętą atmosferę budowaną przez obsesyjne i irracjonalne zależności między bohaterami. Dodatkowego smaku wizualnego nadają bardzo jasne przestrzenie,
w których film został zrealizowany. Swoja pastelowością i bielą kontrastują z rozchwianymi emocjami głównej bohaterki, podkreślają letarg i stan zawieszania przeciętnie aktywnego życia, w jakim się znajduję. Można powiedzieć, że emocjonalność „Pardon my French” jest doskonale wywarzona poprzez estetyczno-wizualny balans.

Debiutujący w Toruniu film jest mocnym kandydatem do nagrody w konkursie głównym festiwalu Tofifest. Warto trzymać kciuki za „Pardon my French”, tak jak warto poznać historię, gdzie młoda naiwność ratuje dojrzałą rutynę.

Izabela Hubala