Filmometr Kafki: IDĘ / NIE IDĘ, odcinek 1

Nowa idea na naszym blogu!Kafka Jaworska, dyrektor festiwalu poleca i sugeruje.

Na co IŚĆ - na co NIE IŚĆ do KINA?

* IDĘ
Portecista kobiet, żongler emocji, łączący kicz ze sztuką wysoką, w nowym filmie zaskakuje subtelnością, spokojem, ukrytym tematem - kina w kinie.
Snuta przez Almodovara opowieść ze względu na częste retrospekcje, labirynty myślowe czy fuzje pełne namiętności, nie pozwala ani na chwilę spuścić z oczu losów pary bohaterów i targającej nimi miłości. Zatracamy się nie tylko w nieszczęśliwych losach dwojga kochanków, ale i podążamy historią twórcy, którą przed nami rozpościera, to on po trosze nami kieruje.
Almodovar kolejny raz serwuje nam swoją almodramę za Paulem Julian Smithem, tym razem jednak nie zaskakuje, nie szokuje. Przyzwyczajeni i zakochani w jego stylu darujemy mu, że popełnił tym razem po prostu film TYLKO dość dobry, a nie arcydzieło, jak KIKA, POROZMAWIAJ Z NIĄ czy inne.
Na koniec filmu mam więc ochotę zaśpiewać "Ale to już było.....", choć piosenki szczerze nie znoszę;
Jednak film trzeba zobaczyć przynajmniej z 3 powodów:
1. z miłości do Mistrza i uczczenia jego 60-tych [czy na pewno?] urodzin.
2. z miłości do Penelope i/lub/bądź przede wszystkim [czytaj: głównie] podziwiania jej wspaniałej kreacji aktorskiej.
3. dla pięknych zdjęć Rodrigo Prieto.

"Przerwane objęcia" reż. Pedro Almodovar




* NIE IDĘ
Uwielbiam Gdynię. To miasto żywe, pełne świetnych inicjatyw, z wizją. Gdynia to miasto młodych, kulturalnych, dzikich, żywiołowych.
A tu taki bubel. Zrobili film - pocztówkę znad morza i to znad tej mojej Gdyni.
Film w sensie reżyser, miał ambitne zamiary, ale kiedy obejrzałam film na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w tejże Gdyni, omdlałam.
Wszystko jest mdłe. Historia, aktorzy, akcje kamery, montaż. Pewnie moja ocena jest aż taka surowa, bo tegoroczny festiwal obfitował w bardzo dobre filmy i mało było naprawdę skostniałych w formie czy treści. Ale Miasto z morza właśnie takie jest. O treści nie chcę pisać, wyguglujcie sobie.
Wyszło coś między melo-kroniko-propagando-obyczajówką.
Powodzenia na seansach.

"Miasto z morza", reż. Andrzej Kotkowski