Toruń, Bydgoszcz: dokąd idzie nasze kino?

Minęło już dobrych kilka tygodni od zakończenia 9. edycji MFF Tofifest, ale czas na niecichnące echa festiwalu. Takim echem odbiła się na pewno dyskusja podczas Tofifest w ramach pasma „LOKALIZACJE”. Pasma promującego kino tworzone na Kujawach i Pomorzu oraz przez ludzi związanych z tym regionem. Dyskutowaliśmy o tym co zrobić by u nas można było bez kłopotów kręcić filmy. 

Przedstawiamy Wam zapis tej dyskusji. Przeczytajcie, skomentujcie lub prześlijcie nam swoje uwagi lub polemiki. Czekamy na nie pod adresem: press@tofifest.pl

Lokalizacje to część działań Tofifest na rzecz promocji ludzi kina z regionu. Od swego powstania festiwal przyznaje też nagrodę dla najciekawszych polskich filmowców związanych z kujawsko-pomorskim Flisaka (objętego patronatem Prezydenta Torunia Michała Zaleskiego). Otrzymali ją już m.in. Łukasz Karwowski („Mała wielka miłośc”), Rafał Kapeliński („Emilka płacze”), Maciej Cuske („Kuracja”, „Antykwariat”), Marcin Sauter („Na północ od Kalabrii”), Olga Bołądź („Skrzydlate świnie”), Magdalena Czerwińska („Daas”, „Wojna Polsko - Ruska”) czy Piotr Głowacki („In darkness”, „Dom zły”).

Tofifest wydał też książkę „Lokalizacje - nowe kierunki kina regionalnego” pod redakcją Jarosława Jaworskiego (jeżeli chcielibyście ją mieć, napiszcie do nas pod ten sam adres), streszczającą historię kina na Kujawach i Pomorzu w latach 1897-2011 i prezentującą ponad 100 postaci kina polskiego i światowego związanych z tym regionem.

W dyskusji na Tofifest wzięli udział ludzie aktywnie animujący lokalne kino: Krzysztof Nowicki (lider bydgoskiej grupy filmowej Koloroffon, animator ruchu filmowego), Radosław Smużny (aktor, laureat Flisaka Tofifest 2007), Marcin Gładych (reżyser m.in. „Hakerzy wolności”, laureat Flisaka Tofifest 2010), Marcel Woźniak (reżyser i scenarzysta, rzecznik prasowy Tofifest, muzyk grupy Sitelight) i Remigiusz Zawadzki (dyrektor festiwalu Camera Obscura, reżyser, dokumentalista, scenarzysta i operator). Moderatorem był Jarek Jaworski (dziennikarz, promotor kultury, animator lokalnego ruchu filmowego; scenarzysta i autor różnorodnych działań kulturalnych).
Oto jej zapis

TOFIFEST'2011: Dyskusja o kinie kujawsko-pomorskim.

Jaworski
: Przed chwilą obejrzeliście Państwo dość duży blok filmów stworzonych w naszym regionie i wydaje mi się, że ten blok pokazuje, że...

Z widowni: Że można! Można tu robić filmy!!! (oklaski)

(na zdj. obok Krzysztof Nowicki i Radosław Smużny)

Jaworski: ...i że powstają tu coraz lepsze rzeczy - każdy z pokazanych właśnie filmów jest dobry, choć każdy w zupełnie innym klimacie. Na przykład ostatni („Good morning” Krzysztofa Olszowca), nazwijmy go „naszym lokalnym Bergmanem”, wygrał festiwal filmów o sztuce Temp's d'Images w Lizbonie. Jest w czym wybierać. Zapraszam do rozmowy o szansach kina kujawsko-pomorskiego wszystkich Państwa. Na tym tegorocznym Tofifest pokazujemy wiele filmów z Torunia i Bydgoszczy, np. w konkursie polskim film „Konfidenta” Rafała Kapelińskiego, który jest też naszym tegorocznym jurorem. Warto pamiętać, że wciąż powstają filmy z toruńskimi lub bydgoskimi aktorami. Niedługo wejdą na ekrany, ”Ki” z Romą Gąsiorowską, ”Daas” z Magdą Czerwińską, „Bitwa Warszawska” z Bogusławem Lindą i Piotrem Głowackim, który odbiera u nas w tym roku nagrodę Flisaka... Jesteśmy więc silni, a jednak ciągle musimy robić filmy „wyrywając” fundusze spod ziemi. Czy tak jest troszeczkę?

Nowicki: Tak, rzeczywiście tak jest, sam miałem problem ze sfinansowaniem swojego nowego filmu, z którym niestety nie zdążyłem na tegoroczną edycję Tofifestu. Ubiegałem się o fundusze PISF, ale okazało się, że to są za wysokie progi. Nie ma tam żadnych środków dla twórców „średniego” szczebla.

Jaworski: A czy w Bydgoszczy czy w Toruniu ktoś proponował Ci finansowanie filmu?



Nowicki: Nie, ja się nawet nie starałem uzyskać jakichś środków, postanowiłem realizować film niezależnie. Natomiast próbowałem podejmować typowe kroki dla realizacji filmu w Polsce. Próbowałem szukać dofinansowania z funduszów PISF, ale okazało się, że nie mając wykształcenia filmowego, próbując to zrobić całkowicie niezależnie, nie miałem na to szans. Okazuje się, że tak jak prawnik musi zrobić aplikację, tak filmowiec musi w Polsce ukończyć szkołę filmową.

Smużny: Nie można robić w Kujawsko-Pomorskim filmów, nie ma pieniędzy na to i tyle.

Nowicki: Można robić, ale nie na tym poziomie, na którym byśmy chcieli. Chciałbym, aby przy moim dokumencie pracował operator, dźwiękowiec, a tymczasem jestem ja sam z kamerą. Robiąc filmy samemu dużo się zyskuje, np. można pogłębić więź z bohaterem, jednak w pewnym momencie brakuje nam środków technicznych, by to wszystko było bardziej funkcjonalne. Oczywiście, że można robić filmy bez pieniędzy, ale…

Jaworski: Pasja jest słowem – kluczem, ale pasję można mieć przez wiele lat, nawet dziesięcioleci. Tyle że ona kiedyś się kończy. Kończy się ta siła, by ciągle robić coś za pożyczone pieniądze, żeby zbierać na taksówkę, a nie na służbowy samochód.

(na zdj.obok Marcin Gładych)

Nowicki: Moja pasja na razie się nie kończy i pewnie długo jeszcze się nie skończy, natomiast z chęcią zrobiłbym film, który byłby na wyższym poziomie technicznym. Duża siła sztuki w tej chwili tkwi i w Bydgoszczy, i w Toruniu. Środowisko bydgoskie chce promować kino alternatywne. Zabraliśmy się w tym roku za organizację festiwalu filmowego Koloroffon Film Festival, na którego kolejną edycję serdecznie zapraszam w kwietniu przyszłego roku. W tym roku film bydgoszczanki Moniki Kuczynieckiej „Zabawki”, który był pokazany w paśmie Lokalizacje Tofifest, zdobył na Koloroffon FF główną nagrodę w kategorii animacja niezależna. Monika pokazuje, że wszystko można, wystarczy dużo plasteliny. Liczą się więc nie tylko finanse

Jaworski: Koloroffon robi dobrą robotę. Wiele filmów i osób, które zaprosiliśmy do sekcji Lokalizacje zostało odkrytych przez Krzysztofa i jego kolegów. Np. Paweł Słomkowski z filmem „Warszawiak Tubylec i Maciuś” - chłopak, który pochodzi z Bydgoszczy, mieszka w Warszawie i robi znakomite filmy. Wspomniana Monika Kuczyniecka, która stała się Internetowym Offowym Odkryciem Roku 2010. Ona z kolei pracuje w Poznaniu, ale pochodzi z Bydgoszczy.

Smużny: Ja chciałem przypomnieć to, co się stało na inauguracji tegorocznego Tofifest. Specjalny Złoty Anioł za Niepokorność Twórczą trafił w ręce człowieka, który powiedział, że można być całe życie niepokornym i że swoją pasją można pokonać brak finansów. To mówił Jerzy Stuhr. Jeżeli ktoś taki jak on mówi, że bycie niepokornym jest najważniejszą rzeczą w byciu artystą, że właśnie dzięki niepokorności bywa się artystą, to trzeba tego słuchać! To jest też cel jaki udaje się realizować Tofifest: wyznaczać drogi, wyznaczać trendy, a do tego jeszcze konsolidować kino Kujawsko-Pomorskie, mimo trudności. Żyjemy w takim, a nie innym kraju, umówmy się: kultura to jest jakiś mały promil tego, co jest nam potrzebne do życia. To, że pasjonujemy się tą dziedziną sztuki, że możemy pokazać coś publiczności toruńskiej dzięki Tofiffestowi i jednocześnie zwrócić uwagę na pewne „blackpointy”, jak to mówią kierowcy angielscy, czyli rzeczy, których się nie dostrzega w lusterkach w samochodzie, to jest pełen sukces. Miałem okazję brać w życiu udział w poważnych produkcjach. Jasne, że chcielibyśmy do tego podejść w ten sposób, że jest siedemnaście kamer, które kręcą jedno dwusekundowe ujęcie. Natomiast to, że nie mamy środków żeby tak działać, to wcale nie odbiera nam energii ani chęci. To wy, młodzi filmowcy, jesteście tą energią, dzięki której chcemy iść do przodu, dzięki której się napędzamy i dzięki której w takim składzie zasiadamy teraz na scenie.

Jaworski: Ty Radosławie rzeczywiście spędziłeś dużo czasu na planie wielkich filmów. U Petera Weira pół roku w „Pan i władca na krańcu świata” z Russellem Crowe w którym zagrałeś i teraz ostatnio na planie filmu „Niepokonani”, gdzie byłeś konsultantem. Jest tu z nami też Marcin Gładych, który dostał w zeszłym roku Flisaka Tofifestu za animację środowiska lokalnego. Marcinie, mam do ciebie pytanie jako człowieka, który uparcie idzie do przodu. Zacząłeś projekt „Panopticon”, wiele osób siedzących na tej sali jest w niego zaangażowanych. Powiedz mi, czego ci w tej chwili najbardziej brakuje w województwie kujawsko-pomorskim, w regionie, w Toruniu, żeby zrobić film? Czego ci brakuje, co uważasz w tej chwili za najważniejsze, żeby móc normalnie robić filmy w kujawsko-pomorskim?

(na zdj. poniżej Remigiusz Zawadzki i Marcel Woźniak)


Gładych: Przede wszystkim wsparcia ze strony instytucji. Nie chodzi tylko o pieniądze, ale o to, że na przykład chciałbym zamknąć ulicę na cztery godziny. To jest katorga. Już rok walczę o te cztery godziny. Jest trudno przez coś takiego przejść, natomiast gdyby było jakieś wsparcie, to byłyby większe szanse powodzenia. No i problemem są pieniądze. Nie skupiajmy się jednak na tym, że jak byłby Regionalny Fundusz Filmowy, to oni wszystko by załatwili, bo to nie o to chodzi. Ale jeżeli nie będzie Funduszu, to nie będzie filmu. Nie będzie też filmów z zewnątrz, nie będą do nas przyjeżdżały poważne produkcje. Te Fundusze nie dają wielkiego dofinansowania, natomiast umożliwiają staranie się o większe pieniądze, to jest jakby przybita pieczątka na przyszłość. Tak więc dwie rzeczy są potrzebne: wsparcie logistyczne z różnego rodzaju instytucji rządzących miastem z jednej strony, a z drugiej fundusze. I uwaga! Te fundusze nie mają mi zapłacić za cały film, ale mają mnie wesprzeć po to, żebym mógł poszukiwać w innych źródłach.

Jaworski: Na temat twojego filmu „Panopticon” rozmawialiśmy z Jerzym Stuhrem podczas Tofifest. Przedstawiłem mu ideę. Powiedział, że pomysł jest znakomity i był bardzo zaskoczony, że coś takiego jest tutaj robione. Mówiłeś o instytucjach. Czy powinna u nas powstać albo może się przekwalifikować, jakaś instytucja powołana do pomocy realizacji tego typu projektów?

Gładych: Na pewno. Jest dużo instytucji, które nie wiadomo za co odpowiadają, i tak naprawdę nie wiem, do kogo mam się zwracać w konkretnej sprawie. Powinna być na pewno jedna wydzielona instytucja, która będzie się zajmowała sztukami wizualnymi. Chciałbym rozmawiać z kimś, kto cokolwiek wie na temat tego, jak powstają filmy, a jak nie wie, to niech sobie weźmie doradcę. Zamiast tego muszę rozmawiać z urzędnikiem, który zna kino wyłącznie z Cinema City i telewizora.

Jaworski: Drugą osobą, którą chciałem zapytać o realia filmowania u nas, jest Marcel Woźniak, który z nami od kilku lat tworzy festiwal Tofifest, obecnie jako rzecznik prasowy. Marcin produkuje kino od kilku lat. Marcel dopiero zaczął kręcić własny film: „Caissa”. Dzisiaj widzieliście trailer filmu. Jestem pod wrażeniem jego piękna wizualnego. Marcel, jakie są twoje doświadczenia jako człowieka, który startuje i próbuje nakręcić profesjonalne kino? Jak wygląda sytuacja? Czy tak jak Marcin próbujesz znaleźć wsparcie rożnych instytucji, czy tak jak Krzysztof myślisz, że lepiej warto byłoby zainwestować własne pieniądze?

Woźniak: Miałem to szczęście, że spotkałem na swojej drodze fantastycznych ludzi, którzy mieli sprzęt i pasję, którzy za darmo, po prostu dla frajdy wzięli w tym udział. Generalnie - ludzie nie są w Toruniu przyzwyczajeni, że tu można robić filmy. Gdy przygotowywałem swój film spotykałem się z pytaniami typu „Panie, a to będzie takie coś jak „Ratatouille”? Napisałem do jednego znanego reżysera związanego z Toruniem, nie o pieniądze, ale o pomoc, naprowadzenie na właściwy tor. Ale nie dostałem żadnej odpowiedzi. W końcu się wkurzyłem i zacząłem robić „Caissę” bez pieniędzy. Później film wspomógł także swoim stypendium Prezydent Torunia.

Jaworski: Jakieś trzy lata temu padła ze strony Tofifest propozycja założenia, nazwijmy to, szkoły filmowej w Toruniu lub Bydgoszczy. Skierowaliśmy otwarty list do władz Torunia, Bydgoszczy, województwa oraz wszystkich kluczowych uczelni wyższych. Chodziło nam o fachowe studium filmowe oparte o możliwości wyższych uczelni w regionie, tworzone na zasadzie pomostu pomiędzy różnymi podmiotami i miastami. Niestety naszą propozycją nikt nie był zainteresowany. Czy taka inicjatywa miałaby sens i pomogłaby w realizacji czegokolwiek?

Zawadzki: Ja mam takie skrzywienie, żeby zawsze, poza robieniem festiwali, edukować. Zawsze angażowałem się osobiście w różne projekty edukacyjne, promowanie twórczości młodych talentów, koprodukowanie filmów studentów szkoły filmowej, w tym Wojtka Kasperskiego. Zupełnie nie przeczuwałem, że zadasz pytanie na ten temat, ale nasunęło mi się na myśl to, co ostatnio robiliśmy z Marcinem i Yachem Paszkiewiczem. Paszkiewicz mówił mi o tym, że przez kilka lat prowadził szkołę videoclipu. Po czterech latach jej prowadzenia uznał, że formuła szkoły jako takiej, nawet z jego nazwiskiem i jego pozycją, się wyczerpała. Natomiast wszystko, co najlepsze jest przed formułą warsztatową, czyli krótkimi formami i działaniami na zasadzie angażowania tych grup, które naprawdę współpracują i chcą coś zrobić. Taka formuła to „lotna szkoła”: kursy w Bydgoszczy, kursy w Toruniu, kursy we Włocławku, Inowrocławiu, Świeciu. Mogą w to być zaangażowani twórcy regionalni, można w to włączać i zapraszać twórców z całej Polski. Miałem na początku roku bardzo miłą rozmowę z Gregiem Zglińskim, który otrzymał na ostatnim festiwalu w Gdyni nagrodę za film „Wymyk”. I Zgliński powiedział, że mimo że jest młodym twórcą, aż go świerzbi, żeby podzielić ze swoimi doświadczeniami, w formule, z której on sam korzystał, kiedy studiował w Szwajcarii i chodził na zajęcia prowadzone przez Krzysztofa Kieślowskiego i Edwarda Żebrowskiego, którzy jako uznani reżyserzy przyjeżdżali i wykładali tam reżyserię. Prowadzili tam warsztaty, w których technika filmowa była tak naprawdę najmniej istotna, w tym sensie, że nie robili tego w oparciu o gigantyczne studio, sprzęt, hale zdjęciowe. Wystarczyła jedna prosta kamera i rozmowa o fundamentalnych sprawach, o mechanizmach, które powinny działać w dobrym filmie. Inspirowało to ludzi do myślenia o swoich pomysłach. Greg Zgliński był zainteresowany prowadzeniem warsztatów w formie nie zinstytucjonalizowanej, w ramach jakiejś fundacji czy stowarzyszenia. Zapraszałem go zresztą do prowadzenia warsztatów co jakiś czas w innym miejscu, do spotkań z młodymi ludźmi, dla których sięgnięcie po kamerę nie jest problemem, bo w najgorszym razie zawsze można skorzystać z kamery w telefonie komórkowym.

Jaworski: Czyli ty widzisz przyszłość raczej w działaniach warsztatowych?

Zawadzki: Myślę, że tak. To jest suma jakichś moich przemyśleń, moich kontaktów z ludźmi z branży. Oczywiście gmachy wielkich szkół pozostaną, ale nie wiem, czy to nie jest ślepy zaułek. Obecnie coś się zmienia, przesuwa w stronę formuły warsztatów.

Jaworski: Marcel, czy ty chciałbyś na przykład skorzystać z takich warsztatów?

(na zdj. obok Piotr Głowacki, laureat Flisaka Tofifest 2011)

Woźniak: Jak na razie studentów w szkołach filmowych jest za dużo. Oni tam przyjeżdżają jak na castingi, po 1000 chętnych. A z taką szkołą „warsztatową” zetknąłem się w Krakowie. Znani filmowcy, tacy jak Janda, Żuławski uczą tam na zasadzie kontraktu, jest dobry sprzęt filmowy. Tam faktycznie jest ruch. Gdyby w Toruniu takie coś powstało to jak najbardziej.

Gładych: ja sam bym się dokształcił w takiej szkole. A ona powinna powstać przy Tofifest.

Jaworski: Rozmawialiśmy już bardzo konkretnie z Fundacją Remigiusza - Art House, o uruchomieniu takich stałych kursów. O stworzeniu ciała w oparciu o Tofifest i Camera Obscura. Może coś z tego wyniknie.

Smużny: Kilka lat temu miałem okazję wziąć udział w produkcji filmowej w Szwecji („Blabarskriget / Jagodowa wojna”, Goran Eriksson, 2007) i tam zobaczyłem, jak działa szkoła filmowa w Sztokholmie. Byłem zaskoczony tym, że w Szwecji, żeby robić filmy wystarczy posiadać legitymację studenta. To wystarczy, by wziąć kosmicznie drogą kamerę, kosmicznie drogie światła i wejść na wiele godzin do kosmicznie drogiego studia. Można przyjść nawet późną nocą. Ja po swoich doświadczeniach nawet w Hollywood, zobaczyłem ile można mieć, będąc tylko studentem. Wystarczy, że jesteś młodym artystą i masz pomysł na to, co chcesz robić. Dlatego wydaje mi się, że szkoły jednak mają sens, że warto inwestować w to, żeby w kujawsko-pomorskim powstała szkoła, obojętnie w Bydgoszczy czy w Toruniu, w której zgromadzi się dużo sprzętu: dźwigów, żurawi, kamer. I że przyjdą młodzi ludzie, którzy uczynią bardzo duży wysiłek, żeby się dostać do tej szkoły, ale w zamian za ten wysiłek na początku, będą mieli pełną wolność twórczą podczas procesu edukacji.

Zawadzki: Powiedzmy sobie jasno, i mówię to jako osoba działająca w kulturze, w organizacjach pozarządowych od 18 lat, że chodzi nie tyle o pieniądze, ale przede wszystkim o dostępność do infrastruktury technicznej. Jakiekolwiek zastosowane w Skandynawii rozwiązania dotyczące dostępności technologii są niemożliwe do zrealizowania w polskich warunkach. To co powiedziałeś, czyli właśnie studia napakowane sprzętem, który jest na wyciągnięcie ręki - w warunkach polskich to jest nie do zrealizowania. Bo do kogo byśmy nie poszli - do potencjalnych sponsorów, samorządu miejskiego czy wojewódzkiego, zawsze pada pytanie „no dobrze, ale kto ma zapłacić za wyposażenie takiego studia”? Wszyscy patrzą po sobie i nikt nie chce wykonać pierwszy tego ruchu. Jak widać są takie, a nie inne zasady polityki kulturalnej, inne priorytety. I to jest podstawowy problem.

Smużny: Ale mamy przynajmniej jakieś wzorce, do których chcielibyśmy sięgać.

Zawadzki: Można to, o czym mówisz, zrealizować, próbując iść tą drogą, którą skutecznie moim zdaniem idzie w tym kraju Mistrzowska Szkoła Reżyserii Wajdy - czyli drogą tworzenia zaplecza technicznego dla własnych studentów. Tam powstaje studio produkcyjne odwołujące się do tradycji zespołów filmowych. Jednak nawet przy wszystkich możliwościach, jakie otwierają nazwiska Wajda i Marczewski, to sprzęt i wyposażenie, jakim dysponuje szkoła nie jest na tym poziomie, jaki jest w Szwecji

Smużny: Ja miałem na myśli państwo, a nie prywatną inicjatywę, nie artystę, który stoi na czele jakiejś szkoły, ale państwo, które sponsoruje konkretną szkołę.

Zawadzki: Stosunek państwa opiekuńczego, jakim jest Szwecja do wielu środowisk, w tym do środowiska kultury, wygląda zupełnie inaczej niż u nas. Możemy wyznaczyć sobie pewien cel czy obrać kierunek jako pewne marzenie, ale obawiam się, że według mojego doświadczenia zdobytego w ciągu kilkunastu lat pracy w branży nie ma on wielkich szans na szybką realizację.

Woźniak: Tak, faktycznie. To kto ma dać pieniądze nie jest takie proste do rozwiązania. Sam pomysł nie wystarczy.

Zawadzki: Ja mam takie poczucie, które się od jakiegoś czasu pogłębia, że środowisko kulturalne, nie tylko filmowe, jest w tym kraju jest jakby poza głównym obszarem zainteresowania władz. Trochę zmienił ten stosunek w niektórych miastach wyścig o tytuł ESK. Czy to był Toruń, Bydgoszcz czy Wrocław, który ostatecznie wygrał. Teraz ludzie kultury, i to wszędzie gdzie się pójdzie rozmawiać o pieniądzach, nie są traktowani poważnie jako siła sprawcza, która może coś zmienić, która może wpłynąć na wynik wyborów. Nie oszukujmy się. Tak jesteśmy traktowani jako ludzie kultury, niezależnie czy to jest to kultura filmowa, teatr czy jeszcze coś innego. Ludzie kultury są traktowani jako ekipa nawiedzonych artystów, którzy mają postawę roszczeniową i tylko generują problemy. Taka jest o nas opinia, choć może to gorzko brzmi. Jestem zaangażowany w Forum Kultury Bydgoskiej, w którym próbujemy przekuć porażkę w ESK w pewne pozytywne, konstruktywne wnioski, czyli doprowadzić do kongresu bydgoskiej kultury, na którym sformułujemy jako środowisko listę postulatów do zgłoszenia władzom miejskim. Chcemy, że by te postulaty zostały uwzględnione w strategii rozwoju miasta, bo często dzieje się tak, że radni uchwalają swoje strategie kompletnie nie konsultując ich ze środowiskiem. Oczywiście zawsze w tych strategiach znajduje się długa formułka, że miasto ma się rozwijać w dziedzinie kultury, że kultura jest wszystkim potrzebna, podobnie jak turystyka, sport i cała masa innych tzw. miękkich tematów. Ale nic z tego nie wynika. Naszym celem jest usiąść do stołu i wywrzeć presję by osiągnąć to, czego chcemy.

(na zdj. poniżej Marcin Sauter, laureat Flisaka Tofifest 2011)

Jaworski: Jako że czas nas trochę nagli, chciałbym teraz dojść do ogólnej konkluzji. Otrzymaliście wszyscy państwo książkę [„Lokalizacje - nowe kierunki kina regionalnego” pod red. Jarosława Jaworskiego]. To szkic, pierwsza próba opisania tego, co nazywam potencjałem filmowym naszego regionu. Okazało się że jest on bardzo duży. W tej książce, którą wydał nasz festiwal, można odnaleźć sto biogramów od 1897 roku, w którym odbyły się pierwsze pokazy filmowe w Toruniu i Bydgoszczy do dzisiaj. Ta publikacja jest elementem czegoś, co ja wyczuwam i co, wydaje mi się, narasta w naszym regionie. Pokazały to między innymi filmy, które wyświetliliśmy w paśmie Lokalizacje. Filmy te są z roku na rok coraz lepsze, jest coraz więcej dobrych filmowców w Kujawsko-Pomorskim oraz ludzi, którzy grają w dobrych filmach i reżyserują dobre filmy w Warszawie. Jest tak masa krytyczna, która w tej chwili osiągnęła taki poziom, że nadszedł chyba czas postanowień, co zrobić z tym potencjałem: czy będzie to powołanie warsztatów czy studium filmowego, czy też regionalnego funduszu lub jakichś innych realnych programów dofinansowania realizacji filmów. Wydaje mi się, że władze obydwu miast województwa powinny zrozumieć, że w tej chwili na świecie liczy się muzyka, gry komputerowe i filmy. To są trzy rzeczy, które niosą największy potencjał promocyjny. Prawda jest taka, że w tej chwili miliony Amerykanów, którzy do tej pory nie wiedzieli nic o Polsce, dowiadują się czegoś o naszym kraju dzięki grze komputerowej „Wiedźmin”. Film, gry komputerowe i muzyka - jeżeli w te trzy dziedzin nie będziemy inwestować, to ten region naprawdę nie będzie nigdzie znany. Na zakończenie chciałem poprosić was o krótkie podsumowanie. Co waszym zdaniem należałoby najbliższym czasie zrobić, żeby uczynić następny krok? By ułatwić produkowanie filmów w Toruniu, Bydgoszczy, regionie kujawsko - pomorskim?

Zawadzki: Moim zdaniem absolutnie kluczowe jest to, żeby stworzyć jakąś platformę porozumienia dla obu stron zainteresowanych, czyli ludzi filmu oraz władzy samorządowej, tej lokalnej, miejskiej, jak i wojewódzkiej oraz potencjalnych sponsorów, którzy mogliby zrozumieć, że inwestując nawet duże pieniądze w działania związane z filmem, wzmacniają wizerunek regionu czy też pracują na pewne wspólne dobro. Chodzi o budowanie kreatywności. Żeby przekonać, że nie tylko przemysł, brak dziur w drogach i dobra infrastruktura decydują o wizerunku regionu, ale też kultura, do której należy film. Przełamać barierę mentalną! Pierwszy krok to właśnie zaproszenie do takiej dyskusji. Jeszcze króciutko odwołam się do doświadczenia Forum Kultury Bydgoskiej: na początku mogło wydawać się, że odbywają się tam debaty, które nie są niczym konkretnym. Nieprawda, już są konkretne wyniki. Powoli otwierają się ludziom oczy. Bo czasem jest tak, że jak nie powiesz radnemu, że coś może być fajne, to on na to nie wpadnie. Więc jeżeli chcemy bić się o stworzenie silnego ośrodka produkcyjnego czy edukacyjnego w dziedzinie filmu w regionie, to festiwale powinny być jakby tylko narzędziem do propagowania tego. Trzeba natomiast przejść szereg debat, do których zostaną wciągnięci skutecznie gracze po drugiej stronie. Oni zrozumieją, że to jest naprawdę ważne i że na tym nie stracą.

Woźniak: W Toruniu przydałoby się coś takiego jak bydgoska Kultura w Budowie. Na dziś mamy komisję miejską, z której nie wynika wiele. Bardzo krótka, burzliwa historia kultury w Toruniu - barcampy, dyskusje etc pokazuje, że jeżeli w Toruniu nie doprowadzi się sytuacji do wrzenia to się nic nie zmienia.Jeżeli nie ma wojny na przykład o subkulturowy klub albo nie mówimy o moście, to reakcje są niemrawe. Potrzebna jest silna inicjatywa, konsolidacja, większa akcja tak naprawdę. No i solidna robota za kamerą. Wierzę, że to można i warto robić. Potrzebna jest rozmowa, ale wcześniej trzeba zamieszać nieźle w tym kotle.

Gładych: Mamy tylko siedem procent odbiorców kultury w Polsce, z czego 1% to sami twórcy, 1% to ich rodzina, a 1% to ich znajomi. Tak więc zostaje 4% ogółu społeczeństwa, które jest uczestnikiem kultury. Musimy dążyć do poziomu krajów zachodnich, gdzie jest to ok. 18-20%, ale to jest mrówcza praca i jestem pokorny: jeśli dojdziemy do7-8% (bez twórców i ich rodzin) to będzie i tak wyśmienicie.

Smużny: Cieszę się, że mogłem uczestniczyć w działaniach tych ludzi, których oglądamy w tej chwili na scenie. Chciałbym powiedzieć, że to, czego nam potrzeba, to właśnie ich, ich pomysłów i energii. I nawet jeśli nie ma pieniędzy, to dzięki tym ludziom idziemy do przodu. To oni są największym skarbem tego regionu.

Nowicki: Ja chciałbym się odwołać do tego, co Marcel powiedział na temat tego, żeby szukać w Bydgoszczy konceptów na to, jak integrować środowisko. Ludzie, którzy się przedtem w ogóle nie znali, chcą teraz ze sobą rozmawiać i współpracować dzięki temu, że uczestniczą w Forum Kultury Bydgoskiej. Chcą, stworzyć razem jakąś wartość dodaną i wyjść z jakimiś postulatami dalej. W tym kierunku należałoby tę dyskusję dalej poprowadzić, nie tylko poprzez godzinną debatę tutaj. Może gdzieś pomiędzy Bydgoszczą, a Toruniem mogłaby powstać taka inicjatywa, można by powołać jej koordynatora i w drodze kolejnych debat wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Jaworski: Przyjmuję to jako wyzwanie i rzeczywiście zastanowię się nad tym, jak by to wprowadzić w życie. Dziękuję bardzo wszystkim za tę dyskusję.

Dyskusja o kinie kujawsko-pomorskim, 9. MFF Tofifest, 27 czerwca 2011