Rubnikowicz odmawia Gładychowi?

Marcin Gładych kręci kolejne ujęcia do filmu o losach Torunia na przestrzeni ostatnich 100 lat, widzianych z perspektywy więzienia "Okrąglak". Zawsze spotyka się z sympatią i pomocą. Tymczasem szef Muzeum Okręgowego Marek Rubnikowicz takiej sympatii nie wykrzesał...

Gładych na swoim blogu pisze, że zdjęć 24 października na dziedzińcu ratusza "...odmówiono nam w ostatniej chwili, a o tym fakcie chyba chcieli nas poinformować we wtorek (dzień później): „ Szanowni Państwo, wczorajsze zdjęcia są niemożliwe do zrealizowania, ponieważ ….”( i takie padały, autentycznie -argumenty) „będziecie chodzić po niedawno odnowionych schodach”.  No, ale przecież skoro w muzeum po ścianach nie można chodzić, bo obrazy przeszkadzają, to chociaż po schodach by można. „O nie, bo żołnierze mają podkute buty i porysują lakier”. O do diabła- fakt. Biorę do ręki scenariusz i pomimo tego, że go sam pisałem, sprawdzam. Jacy żołnierze? Czytam, czytam i rzeczywiście jednego żołnierza w tych scenach znalazłem. Tylko, że on ma siedzieć cały czas w samochodzie. Jak więc ma te schody zniszczyć?!".

Reżyser"Hakerów Wolności" nagrodzony przez Prezydenta Torunia Michała Zaleskiego Flisakiem'2010 dla najlepszego filmowca w regionie kujawsko - pomorskim tak konkluduje: "bo przecież Muzeum Okręgowe jest od popularyzowania osoby dyrektora, a nie historii Miasta.".

Wiemy. "W papierach" wszystko się będzie zgadzało. Tak, tak. Ważne uzasadnienia i tak dalej. Ale jest jeszcze coś takiego jak zrozumienie i zwykłe odczuwanie sztuki. Szkoda.

Całość: http://gladychmovie.blogspot.com/2011/10/moja-przygoda-w-muzeum.html?spref=fb


* Oficjalne stanowisko Muzeum Okręgowego w Toruniu w powyższej sprawie.

Toruń, 28.10.2011

Do Pana Marcina Gładycha

Szanowny Panie Marcinie! 


Sprawił nam Pan przykrość. Świadomie lub nie, ale namieszał Pan w faktach wyjątkowo niezręcznie, czyniąc raroga z największej instytucji kulturalnej w regionie.
 

Primo: zgody na zdjęcia nie było, dobrze Pan o tym wie. Zatem grzaliście silniki w dniu zdjęciowym na własne życzenie.

Secundo: proszę nie kpić z zabezpieczeń obrazu Rembrandta, bo jest to jedno z najcenniejszych dzieł w Polsce i nie ma się co dziwić, że dyrektor nie zgodził się na zasłonięcie kamer, które przeszkadzały Waszej ekipie filmowej. I nie chodzi o to, że zamierzał Pan dokonać kradzieży, ale o profesjonalizm. Organizując tę wystawę, muzeum podjęło poważne zobowiązania, zwłaszcza w sprawie dochowania procedur bezpieczeństwa, w tym pełnego i kompleksowego monitoringu całego Ratusza.
 


Terito: raczy nas Pan złośliwościami na temat traktowania turystów, natomiast nie wspomina Pan, że przeraził nas Pan pomysłem rzucania płonących papierów na dziedzińcu Ratusza, wprost na znajdującą się tam wystawy. Całe szczęście z tego pomysłu w porę się wycofaliście, pozostał jednak problem demontażu dwóch wystaw, należących do Narodowego Banku Polskiego, których tak po prostu nie da się przecież przestawić.
 

Quatro: Rozmawiałem z Dominikiem Smużnym z Pana ekipy podając w imieniu dyrekcji termin, kiedy wykonanie zdjęć na dziedzińcu Ratusza będzie możliwe. Usłyszałem, że termin Wam odpowiada.
 

Finito: Rozumiem, że film jest dla Pana najważniejszy. Po co jednak palić przy jego realizacji mosty, szydzić i kpić, zamiast po prostu zrozumieć, że nie o złośliwość chodzi, ale o porządek. Kwiaty zaś niech Pan przekaże lepiej bliskiej sobie osobie… 
Radosław Rzeszotek, rzecznik Muzeum


* Komentarz Jarka Jaworskiego, prowadzącego ten blog:  
Generalnie - takie sprawy winno się domawiać do samego końca, bo zarówno bezpieczeństwo zbiorów Muzeum jest ważne, jak i film, który mówić ma o tym co propaguje także Muzeum - o historii Torunia. Takie zgrzyty są niepotrzebne toruńskiej kulturze. Ekipa filmowa to duża ingerencja w "ciało" Muzeum (wiem bo jestem dyplomowanym muzealnikiem :)). Z drugiej strony trzeba jednak otwierać się na twórców lokalnych. Reasumując: po prostu - dogadajcie się Panowie między sobą.