Odnaleźć utracone. "Prześwity" Karoliny Ford. Recenzja



Mówiliśmy o tym filmie gdy powstawał, dziś możemy go w opisać.

Aby obejrzeć film Karoliny Ford trzeba się skupić. Odstawić gazety, wyłączyć Facebooka, wyciszyć komórkę. Świat, który pokazuje, jest bowiem tak delikatnie zarysowany, że można przegapić zapisane w nim emocje, gdy coś nas rozprasza. Jesteśmy na wsi. W dworku pośród parku, mieszka starsze małżeństwo. Latami oddalali się od siebie, by stać się sobie niemalże obojętni. Pewnego dnia odwiedza ich wnuczka ze swoim chłopakiem - lekarzem. Babcia i Dziadek nie wiedzą, że mają wobec nich pewien tajemny plan. Więcej nie zdradzę.

Dworek istnieje niejako "poza czasem". Nie ma tu elektronicznego szumu naszego świata. Smartfonów, tabletów, smart TV. Są tylko ludzie między którymi rozgrywa się historia. Tytuł dobrany
jest bardzo trafnie. Faktycznie, oglądamy jakby "prześwity" w życiu bohaterów. To tu, to tam przebija się przez mrok życia światło radości. Musi się jednak mocno napracować by z tego mroku się wydostać.

Młoda reżyserka z Bydgoszczy dobrze prowadzi aktorów. Szczególnie postaci Babci - w tej roli Maria Kowalik i wnuczki - Delfina Wilkońska. To one stanowią o sile tego filmu.

Nie jest to oczywiście film bez wad. W niektórych scenach, próbowano opowiedzieć proste rzeczy niekoniecznie potrzebną symboliką. Ale rozumiem to. W 25 minutach trudno o zabiegi, które w pełnym metrażu zajmują czasem pół godziny.



Dużo dobrego robią zdjęcia. Subtelne, wychwytując piękno szczegółu, momentami dające ucztę dla zmysłów dzięki operowaniu światłem i cieniem. Tu także wykazali się młodzi ludzie - Damian Daniłowicz i Natalia Miedziak, z którymi mieliśmy przyjemność współpracować już kilkukrotnie przy Tofifest. Jest jeszcze jeden plus - kostiumy. To że ich "nie widać" w filmie, pokazuje jak dobrym kostiumografem jest Matylda Hinc. Mądrze skontrastowane za pomocą kostiumu postaci Babci i Dziadka pozwalają opowiedzieć o nich, już na starcie, naprawdę dużo.

W "Prześwitach" widać, że Karolina Ford świadomie idzie własną ścieżką filmową. Jej poprzedni krótki metraż "Czemu nie tańczę na ulicach" (Konkurs Lokalizacje Tofifest) także oparty był na emocjach, wypowiadanych jednak bez słów. Oba filmy łączy też motyw baletnicy. Czyżby jakaś ukryta pasja reżyserki?

Warto obserwować drogę twórczą Karoliny. Warto też będzie wspomóc jej kolejny film, jeżeli znowu zorganizuje akcję crowfundingu na PolakPotrafi.pl. Moją wpłatę ma z góry.

Jarosław Jaworski
 

©℗ Tofifest Film Magazine