Polskie kino wojenne. O sukcesie „Karbali” z jej twórcami


Tofifest pomału zmierza ku końcowi. Przed nami już tylko dwa dni pełne seansów filmowych i spotkań z twórcami. W kinowy piątek w Od Nowie odbył się m.in. pokaz Karbali w reżyserii Krzysztofa Łukasiewicza, który wraz z producentem i operatorem filmu zjawił się na scenie po projekcji, by odpowiadać na pytania publiczności i Marcina Radomskiego.


 
Rozmowa z twórcami tak trudnego w realizacji filmu, krążyła głównie wokół jego tematyki. Niewielu bowiem polskich reżyserów decyduje się na fabuły wojenne. Doszukując się przyczyn tego zjawiska, nasi goście poruszyli pewną ważną kwestię: target odbiorczy. Jak sami zauważyli, obecnie to młodzież jest najliczniejszą grupą wiekową, która chodzi do kina. I – niestety – owa młodzież niekoniecznie jest zainteresowana produkcjami o wojnie, bo na ekranach jest wiele bardziej atrakcyjnych propozycji. Poza tym, filmy wojenne wymagają ogromnych nakładów finansowych. „Zrealizowanie takiego filmu to karkołomne przedsięwzięcie. Ja, jako operator, muszę wykreować rzeczywistość, która nie istnieje. Bałem się tego i wciąż zastanawiałem się, jak opowiedzieć tę historię, by była wiarygodna. Wszystko musiało się udać, dlatego zebraliśmy najlepszą ekipę aktorów, kaskaderów, pirotechników i całego pionu technicznego. Każdy musiał zaangażować się w realizację w dwustu procentach. Udało nam się tylko dlatego, że rzeczywiście to zaangażowanie było ogromne” – powiedział Arkadiusz Tomiak, operator filmu.

Jak więc zachęcić aktorów do zagrania w filmie, w którym wszystko może pójść nie tak? Na to pytanie odpowiedział nam sam Krzysztof Łukasiewicz. „Od początku wiedziałem, dla kogo piszę scenariusze. Przyjaźnię się z wieloma aktorami i szczęśliwy traf chciał, że mieli oni czas i ochotę, by zagrać w moim filmie. Inni – jak na przykład Antek Królikowski – okazali się najlepsi na castingu i dlatego otrzymali angaż. Najtrudniej było obsadzić główną rolę, bo znani aktorzy bali się podpisania pod czymś, co może zakończyć się klęską. Tymczasem Bartłomiej Topa, który zagrał kapitana Kalickiego, zaufał mi w ciemno i zaryzykował. Jego wiara pomagała nam wszystkim” – oświadczył reżyser.

Karbala to fabularne uwiecznienie jednej z największych współczesnych bitew z udziałem Polaków. Przedstawia waleczną obronę irackiego miasta przez polskich żołnierzy, walczących z terrorystami Al-Kaidy. „Ta historia opiera się na faktach i szczerze mówiąc bałem się reakcji żołnierzy, którzy stanowili pierwowzór moich postaci. Bałem się ich opinii - tego, że zarzucą mi zafałszowanie pewnych zdarzeń, wytkną, co jest nie tak, jak było wtedy… Jednak nie spotkałem się z żadną falą krytyki. Żołnierze ocenili ten film bardzo dobrze i powiedzieli, że jest to tak naprawdę hołd oddany waleczności Polaków. I to było dla mnie najistotniejsze, ważniejsze niż przebieg walki w Karbali minuta po minucie. Chciałem opowiedzieć historię ludzi, których bohaterstwo zostało przysłonięte przez opinię morderców cywili. Myślę, że mimo wszystko warto ich zrozumieć, pokazać z czym musieli mierzyć się w Iraku i z czym muszą mierzyć się w życiu. Od wojny nie da się uciec” – powiedział reżyser.

Film spotkał się z ogromnym uznaniem publiczności. Już na napisach końcowych rozległy się głośne oklaski, a i w samej dyskusji z twórcami widzowie nie szczędzili pochwał. Produkcja wzbudza zainteresowanie, zarówno w kraju, jak i za granicą, spotykając się z niedowierzaniem, że to Polacy nakręcili tak dobry film wojenny. Kto wie – być może to tylko początek? Krzysztof Łukasiewicz, zapytany o to, czy po tym sukcesie będzie dalej tworzył filmy wojenne, odpowiada przewrotnie:
”Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale z drugiej strony… Nigdy nie mówi się 'nigdy'”.

Michalina Reda