“Byłem idiotą, że przez cztery lata zwlekałem z przyjazdem tutaj” - Marek Kondrat ze Złotym Aniołem Tofifest!

Dziękuję za państwa pamięć i życzliwość, czego dowodem jest ten Anioł. Pamięć jest zawodna, ale niektórych rzeczy się nie zapomina. Mimo że dostałem nagrodę za niepokorność, to myślę, że jest ona wynikiem absolutnej pokory - tak Marek Kondrat skomentował przyznanie mu Złotego Anioła za niepokorność twórczą. 

fot. Marcin Łaukajtys (FI)

Aktor odebrał nagrodę wczoraj, podczas spotkania w Sali Wielkiej Dworu Artusa, które poprowadził Jarosław Jaworski. Jak sam podkreślił, w dniu wyjątkowym, kończącym pewien etap w polskim kinie. Marek Kondrat wspominał tym samym zmarłego niedawno Andrzeja Wajdę, którego tego samego dnia żegnało całe środowisko filmowe. Aktor przyjechał do Torunia prosto z uroczystości pogrzebowej reżysera.

Reżyser filmowy, teatralny i telewizyjny. Ale przede wszystkim aktor. Znany szerokiej publiczności z filmów Marka Koterskiego, Janusza Majewskiego czy desek warszawskich teatrów - Dramatycznego, Nowego, Teatru Komedia, a także wielu ról zagranicznych. O Wajdzie mówił wprost: wybitny; miał specjalne ucho, którym wychwytywał frazy, by utkać z nich historie. Odszedł w złym momencie, o ile w ogóle jest jakiś dobry moment na umieranie. W tym trudnym czasie sam fakt, że był i własnym autorytetem zaświadczał swą obecność, dawał poczucie bezpieczeństwa. Aktor ze wzruszeniem opowiadał o współpracy z Wajdą, m.in. przy filmie “Smuga cienia”.

“Narastały we mnie nastroje dezercji” 

Podczas spotkania Marek Kondrat opowiadał o istotnym zwrocie w swojej karierze, kiedy to w 2008 roku postanowił porzucić aktorstwo i zająć się zawodowo promocją winiarstwa w Polsce. Zmieniamy się. Wino też za każdym razem smakuje inaczej. Wszystko jest zależne od czasu, miejsca, jedzenia, które się je. Przyznał, że od dłuższego czasu narastały w nim "nastroje dezercji". Dorastałem w rodzinie aktorskiej, oglądałem ten świat oczami dziecka - wrażliwszymi niż każde inne. 

fot. Marcin Łaukajtys (FI)

Rolę w “Dniu Świra” określił jako jedną z najtrudniejszych w swoim życiu. Zauważyłem, że ten film jest dla ludzi cenny - niektórych tylko śmieszy, innych przeraża, ale wiele osób identyfikuje się z postacią Adasia Miauczyńskiego. Opowiadał o tym, jak bardzo w polskim kinie brakuje indywiduów - że tak często wypowiadamy się w imieniu narodu lub szeroko pojętego ogółu. Robimy to bezprawnie, ja się na to nie godzę. Nie znam innych uczuć - mówił.

Aktorstwo - przedziwne marzenie człowieka

O samym aktorstwie opowiadał z czułością. Jednocześnie wskazał na cały ciężar, jaki wiąże się z jego uprawianiem. Aktor przyznał, iż - mimo że otrzymuje Złotego Anioła za niepokorność, nagrodę rozumie jako wynik absolutnej pokory. Aktorstwo to przedziwne marzenie człowieka. Odgrywa się na scenie kogoś, kim się nie jest, wchodzi się w czyjeś życie. Trzeba się nauczyć żyć w tym życiu. A potem wraca do własnego. To niełatwe zadanie. Ja szukałem czegoś trwałego, a aktorstwo to zawód doraźny - wyznał publiczności. Choć z widowni padały pytania o możliwość kontynuowania kariery aktorskiej czy reżyserskiej, aktor wyraźnie się od tego odcinał.

"Nigdy tak wspaniale nie spędziłem urodzin"

Wczorajszy dzień był wyjątkowy dla aktora także z powodów osobistych. Marek Kondrat skończył 66 lat. Ze wzruszeniem przyjął życzenia urodzinowe i specjalny prezent - zestaw winiarza - od jednej ze swoich fanek, która na tę okazję przygotowała nawet dedykowany aktorowi wiersz. Był to niezwykle radosny moment spotkania. Mimo że podczas rozmowy poruszane były również tematy niełatwe, gość oczarował publiczność nieprzeciętnym humorem, błyskotliwością i skromnością. Po spotkaniu nie było końca rozmowom, podziękowaniom, pamiątkowym zdjęciom. Aktor zamienił słowo z każdym, kto chciał zadać mu pytanie, do samego końca spotkania emanując serdecznością.

fot. Marcin Łaukajtys (FI)

Angelika Jasiulewicz