„Uzależniłem się od planu filmowego” - zdradza reżyser filmu „Kamper”, Łukasz Grzegorzek

Kampić – czaić  się na kogoś, chować. Taktyka w świecie gier komputerowych, w której gracz unika konfrontacji z przeciwnikiem. Postawa uznawana za tchórzostwo. Taki też jest główny bohater filmu „Kamper”. O samotności w związku, syndromie Piotrusia Pana oraz obecnym pokoleniu 30-latków opowiedział reżyser, Łukasz Grzegorzek.

fot. Marcin Łaukajtys (FI)

Debiutujący reżyser, Łukasz Grzegorzek w „Kamperze” przedstawia portret współczesnego pokolenia 30-latków. Tytułowy Kamper i jego żona Mania gubią siebie nawzajem, szukają spełnienia w romansach, uciekając od samotności w związku. Reżyser poddaje ich próbie i każe przewartościować relację, która zdaje się być już o krok od rozpadu. Film miał swoją premierę na 51. Festiwalu Filmowym w Karlowych Warach.

Killerchef

Postać szefa kuchni, którą w filmie gra Jacek Braciak jest sumą doświadczeń reżysera. Zawodowo zajmuję się tworzeniem trailerów, pracowałem też nad zwiastunami do programów kulinarnych, stąd pomysł na postać killerchefa-celebryty, który symbolizuje wszystko to czego nie ma Kamper - zdradził Grzegorzek. Aktor, nie czytając scenariusza, od razu zgodził się zagrać w filmie - nawet za darmo, na tyle urzekła go nietuzinkowa historia. Ten obawiał się tylko, czy debiutujący reżyser posiada kamery w jakości HD. Łukasz Grzegorzek zdradził, że chciał zrobić psikusa aktorowi i zacząć filmować jego sekwencje telefonem komórkowym. Na szczęście – zarówno aktorów, jak i widzów - film został nakręcony w doskonałej jakości.

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Znalezienie odpowiedniego mieszkania, które miałoby być filmowym małżeńskim „gniazdkiem” Kampera i Mani, było nie lada wyzwaniem. Reżyser, znużony tym procesem, postanowił, że użyczy aktorom i ekipie filmowej swojego mieszkania, które z wielu względów idealnie odpowiadało potrzebom scenariusza. Twórca podkreślał, że bardzo zależało mu na kameralnym, intymnym portrecie, a takie właśnie możliwości dawało mieszkanie, które naszpikowane jest obecnością prawdziwych ludzi. Jest naturalne, nie poddane filmowej kreacji. Z całą pewnością reżyser uzyskał zamierzony efekt.

Fight for your right

Buzujący testosteron nierzadko może doprowadzić do spięć pomiędzy mężczyznami. Tak też było na planie filmowym. Napięcie pojawiło się pomiędzy reżyserem a odtwórcą głównej roli - Piotrem Żurawskim. Żuraw bardzo wszedł w postać, mocno ją poczuł, dlatego potrafiliśmy kłócić się o ruch ręki w danej scenie, czy powinna być bardziej w prawo, czy lepiej w lewo. Z perspektywy czasu wiem, że kłóciliśmy się o detale; wtedy wydawało nam się to sprawą ambicji, czymś bardzo istotnym. Rolę mediatora przybrała moja żona, która próbowała złagodzić nasz konflikt.

fot. Marcin Łaukajtys (FI)

Muzyka sentymentalna

Muzyka odgrywa bardzo ważną rolę w filmie - jest dopełnieniem, czasami nawet brakującym słowem, kropką nad „i”. W „Kamperze” mamy do czynienia z pewnego rodzaju muzycznym eklektyzmem: współcześni beatmakerzy wespół z klimatem rodem z lat 60 i 70.
Muzyka w moim filmie to przede wszystkim taka sentymentalna playlista. Utwory, które od lat goszczą w moim domu, z którymi jestem emocjonalnie związany. Natomiast muzyka Czarnego HIFI i Pezeta to długi proces. Na początku pokazałem powstające już sceny Czarnemu, który od razu wyczuł klimat filmu i zaczął tworzyć. Pezet z początku był oporny, nie zgodził się na nasze warunki finansowe. Jednak w późniejszej fazie filmu, kiedy wysłałem mu już muzykę Czarnego HIFI, zgodził się natychmiast. Tak powstał utwór „Co jest ze mną nie tak”, który jest sumą pracy tych dwóch artystów. Chciałem, żeby to było inspirowane intrem z płyty Pink Floyd „Dark side of the moon”, gdzie wymieszane są wszystkie utwory, tworząc swoisty, muzyczny patchwork.

Nie spocznie na laurach

Reżyser, zapytany o filmowe plany, wyznał, że w przyszłym roku zabiera się do kolejnej produkcji. Będzie to swego rodzaju rozliczenie z przeszłością. Grzegorzek nie zdradził więcej szczegółów dotyczących nowego filmu, czym z pewnością wywołam u widzów apetyt na dużo więcej. Nie pozostaje nam nic innego, jak czekać na filmowe emocje, które tak bardzo kochamy.

Dagmara Borkowska