Ważne jest obserwowanie ludzi – spotkanie z Tómasem Lemarquisem

W piątek w Jordankach pokazywany był kandydat do Oskarów za Najlepszy Film Obcojęzyczny za rok 2016: „Stefan Zweig: Farewell to Europe”. Z tej okazji po filmie odbyła się rozmowa z Tómasem Lemarquisem – jurorem tegorocznego konkursu On Air, który również pojawił się w austriackim filmie. 

fot. Wojtek Szabelski (freepress.pl)

Rozmowa dotyczyła filmu, kultury islandzkiej i inspiracji, jakie Lemarquis czerpie z innych dziedzin życia. Oprócz tego mieliśmy możliwość dowiedzieć się paru ciekawostek o aktorze.

Prosto z Hollywood

Na początku Tómas Lemarquis wyznał, że jeszcze nie widział filmu wyświetlanego przed spotkaniem – przyjechał do Torunia prosto ze zdjęć w Hollywood, a w czasie pokazu udzielał wywiadu. Opowiadał natomiast, że była to jedna z nielicznych ról, do których właściwie się nie przygotowywał. Propozycja jego udziału pojawiła się dość spontanicznie; zdjęcia do sceny, w której występował, były kręcone w Berlinie, gdzie aktor mieszka od dziesięciu lat.

Aktor w swojej karierze pracował zarówno improwizując, jak też trzymając się wizji reżyserów. Sam także ma na swoim koncie wyreżyserowanie kilku niewielkich filmów. Spytany o to, jaki tryb pracy woli – improwizację czy trzymanie się gotowego, kompletnego projektu, mówił: Lubię pracować na różnych planach, lubię tę różnorodność, chyba po prostu mam kilka stron osobowości. Zresztą te dwa podejścia nie wykluczają się, na przykład na planie „Snowpiercera” reżyser miał jasną wizję filmu, jednak ufał aktorom i zmieniał jakieś szczegóły według ich sugestii. Lemarquis miał również filmowe związki z Polską – w 2012 roku zagrał polskiego naukowca Jarka w filmie „Errors of the Human Body”, w 2014 – wystąpił w teledysku „Syreny” Artura Rojka. Podczas kręcenia zdjęć do klipu w wolnej chwili poszedł do kina na „X-Men: Przeszłość, która nadejdzie”, i choć nie jest koneserem tego typu filmów, zainteresował go pomysł – jak go określił: nieco szamański – podróży w przeszłość, by zmienić teraźniejszość. Później zagrał rolę Calibana w najnowszej części cyklu – „X-Men: Apocalypse”.

Poliglota

Tómas Lemarquis jest poliglotą – dobrze mówi w czterech językach, na poziomie podstawowym zna kolejne dwa. Jak mówi, wpływa to na ilość otrzymywanych przez niego propozycji, choć nie ukrywa, że najlepiej mu się gra w ojczystym języku. Znajomość każdego kolejnego języka trochę nas zmienia, nie chodzi tylko o to, że każdego kraju jest trochę inna, ale ja też się trochę przekształcam, a to pomaga w transformacji, która jest potrzebna do roli.

Islandzki przemysł filmowy

Na pytanie o to, czy przemysł filmowy wygląda podobnie jak tamtejsza piłka nożna – wszyscy są ze sobą spokrewnieni lub się znają – aktor odpowiedział, że tak; zresztą jest tak nie tylko w filmowie czy sporcie: jest u nas specjalna aplikacja na telefony, dzięki której zanim pójdziemy z kimś na randkę, możemy sprawdzić, czy nie jesteśmy spokrewnieni. Statystycznie każdy Islandczyk jest spokrewniony z innym w szóstym pokoleniu. Mówił również, że Islandczycy dopiero od niedawna tworzą własną kulturę, więc obecne pokolenie artystów nie ma wielu rodzimych punktów odniesienia. Pomimo tak niewielkich rozmiarów, w Islandii (liczącej 330 000 obywateli) powstaje przeciętnie 5 filmów rocznie!

Przewodnik i obserwator

Tómas Lemarquis w przeszłości pracował również jako przewodnik górski i opiekun wycieczek. Opowiadał o tym, jak obserwacja relacji w grupie pomaga zrozumieć ludzi, jak dynamicznie zmieniają się układy, tworzą sojusze i powstają konflikty. Jak mówił, dla aktora obserwacja tej brudnej strony ludzkiej natury jest najciekawsza. Poza tym ważne jest, by utrzymywać kontakt z prawdziwym światem, a nie tylko sztucznie wykreowanym w filmie, by mieć prawdziwe inspiracje, wiedzę na temat rzeczywistych ludzkich zachowań.

Marek Sofij