Higgs Boson Blues. Recenzja filmu "Photon"

Norman Leto dokonał swoim najnowszym dziełem kilku rzeczy, wydawałoby się, niemożliwych. Nie dość, że udowodnił nam, iż fizyka molekularna może być fajna, to jeszcze postawił niepowtarzalny pomnik wyjątkowego romansu twardej nauki ze sztuką. Photon jest jednocześnie przystępnie poprowadzonym wykładem, fascynującym przeżyciem estetycznym i polem do licznych refleksji oraz dyskusji po seansie.



Historię w filmie rozdzielono na trzy segmenty, poruszające różne tematy z zakresu nauk dotyczących materii. Spoiwem jest postać biologa, granego przez Andrzeja Chyrę, którego komentarz zza kadru będzie nam towarzyszył przez cały czas. Pierwsza część poprowadzi nas od Wielkiego Wybuchu, przez złożony proces powstawania pierwszych atomów, aż po początki życia. Druga skupia się na tematach dotyczących człowieka, posługując się przyjemnymi anegdotami z zakresu popowej antropologii, neurologii i genetyki. Ostatnia to prorocza, dystopijna wizja przyszłości, o jakiej nie śniło się najlepszym twórcom cyberpunku.

Na wskroś autorska narracja Photonu jest naznaczona nieskończoną kreatywnością twórcy. Przemawiający do nas przez medium znanego aktora Leto nie jest jakimś protekcjonalnie tłumaczącym nam zawiłości natury profesorkiem, a raczej dobrym kolegą z czasów studenckich, który ma w małym palcu te wszystkie fotony, bozony czy inne kwarki i chętnie nam sprzeda swoją zajawkę przy butelce czegoś mocniejszego. Pomysłom nie ma końca - hipnotyzujące animacje komputerowe, pobudzające wyobraźnię inscenizacje wydarzeń w opuszczonych zakątkach Ziemi (pięknie sfilmowane przez Michała Marczaka), przykłady z życia codziennego czy żarty dla rozluźnienia atmosfery. Osobowość artysty wypełnia każdy aspekt filmu, co czyni odbiór zaskakująco strawnym dla każdego widza, otwartego na poszerzenie swoich horyzontów.

Dzieło Leto nadaje ludzką twarz naukom ścisłym, przy tym nigdy nie przestaje traktować widza poważnie. To film wymagający pewnej dozy skupienia i może wydawać się nieco przytłaczający ilością informacji. Jednak gwarantuję, że żadnego odbiorcy nie pozostawi z niczym. Nawet jeśli nie zmienicie swojego życiowego powołania i nie zostaniecie fizykami jądrowymi, to na pewno choć trochę zmieni się Wam perspektywa na samych siebie i otaczający świat. Photon to unikalne kinowe doświadczenie, które zostaje z widzem na długo.

Dawid Smyk