„Postanowiłem uderzyć ręką w stół” – spotkanie z Maciejem Stuhrem

Maciej Stuhr ze Złotym Aniołem za Niepokorność Twórczą

Aktor, nauczyciel, od niedawna reżyser. Prywatnie mąż torunianki. O swoich wielu rolach, wpadkach i wolności słowa Maciej Stuhr mówił podczas okraszonego humorem spotkania z publicznością Tofifest po projekcji filmu „Milczenie polskich owiec”



Z myślą o młodych

Film powstał dla studentów Stuhra z Akademii Teatralnej, w której aktor prowadzi autorskie zajęcia zatytułowane „praca z kamerą”. Dotychczas robiono re-maki znanych produkcji bez praw autorskich, przez co efekt nie mógł wykroczyć poza mury szkoły.

„Każda z ról jest napisana pod konkretną osobę” – mówi Maciej Stuhr. Przyznaje, że musiał wycisnąć swoich uczniów jak cytryny. Ograniczenia wynikające ze studenckości filmu, np. sprowadzenie się do jednego pomieszczenia, jak sam przyznaje, znacznie ułatwiły mu pracę. Scenariusz Stuhr napisał w 3 dni, zdjęcia trwały tyle samo. 

Film o niczym

Zapytany o to, o czym opowiada film, debiutujący w roli reżysera Stuhr mówi – o niczym. Produkcja powstała w atmosferze przede wszystkim zabawy, ale też ciężkiej pracy.

„Frajdą jest kręcenie dla ludzi i to, że mogę siedzieć tu i obserwować państwa reakcje” – wyznaje reżyser. „Od początku chciałem nakręcić komedię, a nie coś, co zbawi świat, jak wielu filmowców” – dodaje. Stuhrowi zależało, żeby pośmiać się trochę z obecnego „show-bizu”.

Mankamenty szkoły teatralnej

„Nie lubię szkoły teatralnej jako miejsca czy też zjawiska” – mówi otwarcie aktor. Zgadza się z tą instytucją tylko w momentach stricte warsztatowych. Zdaniem Stuhra „sukces odnoszą tylko Ci studenci, którzy szkołę teatralną traktują jako środek celu, a nie sam cel”.

Jest w nich żywa tortura dla studentów – listy imienne wszystkich roczników, na każdej przeważnie po 20 osób, z których do  znanej twarzy umie się przypisać zazwyczaj maksymalnie dwa nazwiska. Uświadamia to studentom, jak niewielu z nich odniesie prawdziwy sukces w tej branży.

Maciej Stuhr na spotkaniu podczas Tofifest 2017

Nie zawsze się udawało

Stuhr wspomina wiele wpadek i krępujących momentów w swojej karierze. Jednym z nich było spotkanie dedykowane Romanowi Polańskiemu, podczas którego aktor znany z „Belfra” prowadził konferansjerkę. Na wieczór zaproszono również kolegów reżysera „Pianisty” ze szkoły filmowej.

Pierwszą z wpadek młodego konferansjera był wjazd na motorze celem nawiązania do studenckich czasów Polańskiego, który, jak się chwile później okazało, – nigdy motorem nie jeździł. W dodatku publiczności nie bawiły dowcipy konferansjera.

Kolejną przytoczoną sytuacją był występ kabaretu, w którym Stuhr parodiował Gustawa Holubka, gdy nagle zorientował się, że ten, w którego właśnie się wciela siedzi na widowni. Jeszcze jedna wpadka zdarzyła się przy wręczaniu Europejskich Nagród Filmowych, gdy na scenę omyłkowo wprowadzono staruszkę, która zamieniła się miejscem na widowni z nagrodzoną osobą. Stuhr i Maja Ostaszewska nie świadomi, jak wygląda zwycięzca, wręczyli statuetkę nie właściwiej kobiecie.

„Kosmiczny” humor

Publiczność przez cały film wyrzucała salwy śmiechu. Wspólne dzieło Stuhra i studentów zaskakuje widzów – pojawia się Marcin Bubółka o wrodzonym talencie komediowym osadzony w roli księdza, spowiedź przy piwie w barze i miłość do owcy. W dodatku barmanka (w tej roli Eliza Rycembel) za każdym podawanym napojem napełnia swój kubek przez co jest coraz bardziej upojona i potęguje efekt komiczny.

 Już na początku daje się zauważyć, że film tworzono z przymrużeniem oka. W pierwszej scenie bohater nawiązuje do „Listów do M” i nawet wymienia nazwisko Stuhra. „To jest świetny gest obronny” – stwierdza prowadzący spotkanie Jarosław Jaworski i zwraca uwagę na pojawiające się w filmie żarty z Małgorzaty Kożuchowskiej oraz Joanny Brodzik. „Jakbym się miał przejmować, kto się na mnie obrazi, powiesiłbym się na pierwszej gałęzi” – komentuje Stuhr. 

Mówić to, co się myśli

Zapytany, jak rozumie niepokorność, Stuhr odpowiada: „Ktoś obstaje przy swoim wliczając w koszta ewentualne konsekwencje”. Przyznaje, że przez dużą część życia był pokorny, ale za sprawą jednego filmu („Głos”) zaczął mówić to, co myśli.

Okazało się wtedy, że idzie pod prąd. „Po tylu latach grzeczności mam frajdę z bycia niegrzecznym” – przyznaje nagrodzony. Dodaje, że na pewnym etapie swojego życia postanowił uderzyć rękom w stół i nie godzić się na pewne rzeczy. Wypowiadając się w mądry sposób na różne tematy dobrze wykorzystuje swoją popularność.


Zuzanna Kuffel