Słodki smak cukierków ananasowych i nieprzespane noce - spotkanie z twórcami filmu "Tarapaty"

spotkanie po filmie Tarapaty, Piotr Głowacki i młode aktorki, Tofifest 2017

Pewnego dnia reżyserka "Tarapatów" Marta Karwowska przyszła na zajęcia teatralne do domu Kultury Dorożkarnia w Warszawie. Tam wybrała Kubę jako jednego z chłopców, którzy wezmą udział w castingu. Hanię do spróbowania swoich sił namówiła koleżanka. Nie spodziewała się tak pomyślnego rezultatu. O cieniach i blaskach początków ich aktorskiej drogi opowiadali publiczności Tofifestu Hania Hryniewicka i Jakub Janota-Bzowski podczas sobotniego śniadania filmowego.

Nianie złodziejki – historia prawdziwa

Od początku w koncepcji filmu obecny był wątek gangu nianiek złodziejek jako złych bohaterek. Na początku miały wykradać z domów, w których pracują, dokumenty i przekazywać je deweloperowi. Jednak byłoby to mało spektakularne, nudne.

Picasso uchodzi za symbol najdroższego malarza świata. Chodziło o coś naprawdę cennego. Historia gangu ma źródło w prawdziwym życiu – na Saskiej Kępie w Warszawie okradziono mieszkanie. Bardzo długo szukano winnego aż okazało się, że zrobiła to opiekunka należąca do gangu. Zgodna z prawdą jest również pojawiająca się w filmie historia warszawskiej syrenki autorstwa Picassa.


spotkanie poi filmie Tarapaty, młodzi widzowie, Tofifest 2017

Niełatwa jest praca aktora

Podczas spotkania goście opowiedzieli o wspólnej scenie jazdy samochodem. Nakręcono aż 8 dubli. Praca nad filmem wymaga dużej powtarzalności. „Przy trzecim przejedliśmy się już cukierkami, którymi w tej scenie częstowałem dzieci” – wspomina Piotr Głowacki, który w filmie wciela się w szefa policji. „Na zewnątrz było 30 stopni, a my nie mogliśmy włączyć wentylatora, bo przeszkadzał dźwiękowcowi” – kontynuuje pochodzący z Torunia aktor.

Odtwórcy głównych ról – Hania Hryniewicka i Jakub Janota-Bzowski – zdradzili szczegóły techniczne nagrywania sceny w samochodzie. Kamera była umiejscowiona między dwoma przednimi siedzeniami. Na fotelu pasażera siedziała reżyser Marta Karwowska, a kierował operator kamery. „W bagażniku jechał dźwiękowiec z chorobą lokomocyjną” – śmieje się Hania.

Jeszcze jedną trudną w realizacji sceną było dwukrotne spadanie w wyniku zapadnięcia podłogi, zerwania mostu. Dzieci najpierw ochraniaczach, na ostatecznych zdjęciach już bez, wpadały do basenu z gąbkami. Hania przyznaje, że się bała. W jednym z najbardziej niebezpiecznych momentów zastąpili ich kaskaderzy, ale moment po upadku odgrywali już z powrotem młodzi aktorzy.

Rzucano na nich pył łopatą. Producentka Agnieszka Dziedzic wspomina jak oglądała z Martą Karwowską nagrania, na których słychać było jak dziewczynka mówi słabym głosem, że się dusi, co nie było kwestią zapisaną w scenariuszu. „Wszyscy oprócz nas mieli maseczki” – dodaje Kuba.

Magia montażu

Dzieci tak naprawdę nie wpadły do starej piwnicy, ale do basenu z kulkami. Dom w rzeczywistości się nie zawalił – zrobiono to komputerowo, a także nagrano zrzucane deski i pył. Jedną ruderę kręcono łącznie w 6 miejscach. „Na potrzeby produkcji zbudowano tylko jeden styropianowy korytarz” – podkreślano podczas spotkania.



Źródło: Filmweb

Uwaga – dzieci na planie

„Plan filmu dziecięcego jest o wiele lepiej zorganizowany niż plan produkcji, w której występują sami dorośli, dlatego przyjemniej jest tam pracować” – stwierdza Głowacki. Dzieci na początku zabrano na weekendowy wyjazd do domku na wsi, gdzie robiły ćwiczenia teatralne i, przyjemnie spędzając czas, czytały scenariusz. Na planie zatrudniono osoby, których jedynym obowiązkiem była opieka nad dziećmi.

Według Dziedzic „dziecko potrzebuje swojego człowieka na planie”. Psycholog nie towarzyszył aktorom przy zdjęciach, ale wcześniej skonsultował scenariusz i przygotowania produkcji. Z 10 letnim aktorem pracuje się inaczej niż z trzydziestolatkiem. „Rodzice Hani i Kuby byli dla nas wyrozumiali, ale umieli też stawiać nam granice, żeby dzieci się nie zamęczyły” – mówi producentka. Debiutujący aktorzy napotkali wiele trudności.

Hania wspomina scenę płaczu, który bardzo trudno było jej zagrać. Pryskano jej w oczy mentolem, żeby łzawiły, ale zdjęcia i tak wymagały powtórki. Podłożony odgłos płaczu to nie dzieło Hani, ale Zuzi – córki dźwiękowca. 

Sukces zmienia rzeczywistość

„Tarapaty” odniosły sukces, co przysparza młodym aktorom uwagi widzów. Jak mówi Głowacki: „Sukces zmienia rzeczywistość”. Trzeba radzić sobie z tym, że dziecko przestaje być anonimowe. Pojawiają się recenzje, zaczynają komentarze w Internecie. „Aktorstwo obrosło blaskiem celebryctwa” – stwierdza Głowacki. On jednak uprawia ten zawód, bo po prostu go ciekawi.

Praca nad filmem wymaga wysiłku fizycznego, emocjonalnego i intelektualnego. Jednak jednocześnie jest przygodą i sprawia frajdę. „Nie należy się tego bać” – podsumowuje Kuba. 


Zuzanna Kuffel