Szansa na opowiedzenie o świecie. Spotkanie z twórcami "Ataku paniki"

Według reżysera „Ataku paniki” Pawła Maślony filmy epizodyczne dają szansę na przedstawienie widzowi wielu aspektów życia człowieka. Nie skupiają się jedynie na pojedynczej historii. Pokazują odbiorcy, że każde zachowanie ma swoje konsekwencje. Spotkanie z Pawłem Maśloną i Bartłomiejem Kotschedoffem odbyło się wczoraj w CKK Jordankach. 

fot. Wojtek Szabelski
Razem, a jednak osobno

Film idealnie ukazuje brak bliskich relacji między ludźmi. Nieprzypadkowo bohaterowie wypowiadają bardzo dużo słów, które budzą w nich coraz większą frustrację. Chodzi o zaznaczenie tego, że słowo traci na wartości. Społeczeństwo żyje blisko siebie, ale nie ze sobą. Człowiek mówi wiele, lecz nie potrafi wysłuchać drugiej osoby. Reżyserowi zależało na ukazaniu problemu bariery międzyludzkiej, na pokazaniu tego, że niektórzy ludzie mają w życiu tak mało, że błaha rzecz potrafi stać się dla nich wszystkim. Rzeczywistość niszczy wrażliwość. Każdy bohater filmu mierzy się ze swoimi lękami. Tematyka jest bez wątpienia bardzo psychologiczna i skłania do refleksji. Pokazuje, że w życiu nie da się niczego dokładnie zaplanować, ponieważ można się wielokrotnie rozczarować.

Skąd pomysł na scenariusz? Czyżby inspiracja "Dzikimi historiami"?

Obraz często był porównywany na forach internetowych do "Dzikich historii" Szifróna. Twórcy zapewniają jednak, że podobieństwo kończy się zaledwie na zbieżności miejsca akcji pewnych scen. Reżyserem kierowała potrzeba opowiedzenia o konkretnych sprawach - o rzeczywistości, w której żyjemy. Maślona zaznacza, że produkcja Szifrona nie była dla niego inspiracją. Za to czerpał ją z twórczości Quentina Tarantino i Roberta Altmana.

Ekspresja paniki

Reżyser nie chciał, aby tytułowy "Atak paniki " pozostał pustym sloganem. W produkcji z każdym momentem narasta napięcie, coraz bardziej widać ekspresję zdarzeń. Rozwija się ona aż do katastrofy wszystkich bohaterów. Popadają oni w atak paniki, a sposób ukazania tego w filmie pozwala na idealne wczucie się w sytuację. Początek filmu zapowiada, o czym tak naprawdę chce nam opowiedzieć Maślona. Jest swego rodzaju prologiem - zarówno dla poszczególnych epizodów, jak i całej historii.

Teraźniejszość jest tym, co uznamy za punkt odniesienia
Zdaniem twórców zazwyczaj mało ciekawe jest rozwijanie kilku wątków w tym samym czasie. Pokazanie historii ludzi ze sobą związanych w różnych odstępach czasowych daje inny efekt. Skłania odbiorcę do refleksji. Twórcom zależało na zaznaczeniu tego, że to, co pamiętamy z przeszłości, jest tylko rozmazanym obrazem. Dzięki temu zauważamy od razu przyczynę i skutek danego zachowania.

Rzeczywistość jest śmieszna

Maślona uważa, że warto patrzeć z dystansu na tragedie. Podkreśla, że nie lubi komedii, ale widzi zabawną stronę ciężaru życia i bólu, z jakim spotyka się człowiek na co dzień. Uważa, że w zwykłych komediach brakuje goryczy, która jest nieunikniona i dodaje realizmu produkcji. Przecież nawet najbardziej dramatyczne wydarzenia z życia człowieka z perspektywy czasu mogą rozbawić

Kilka słów o produkcji i obsadzie
Reżyser miał bardzo mało czasu na zrealizowanie swojego projektu, bo zaledwie 23 dni. Obsada została skompletowana przed pisaniem scenariusza. Każda osoba była "pierwszym strzałem", nikt nie odmówił zaangażowania w to dzieło. Twórcy żartują, że ich marzeniem było umieszczenie w jednym samolocie siostry Faustyny i ojca Mateusza. Artur Żmijewski kojarzy się odbiorcom z rolą księdza lub lekarza, czyli z osobą pomocną i godną zaufania. W tej produkcji pokazuje jednak inną twarz. Scenariusz realizowany był wiernie poza improwizacjami podczas kilku sytuacji. Trailer filmu wzbudził wiele kontrowersji. Reżyser i scenarzysta podkreślają jednak, że swoją ekspresją miał trafić do osób, które na co dzień nie chodzą do kina i nie interesują się kinematografią.

Klaudia Nowak