Wieczorne śmierci i poranne narodziny Jana Englerta

„Płynę do dzisiaj, ale nie zawsze z prądem. Nie chodzi o to, żeby dać się unosić, ale żeby zachować swój styl. Niepokorność polega na tym, że dalej chce się płynąć” – tak mówił Jan Englert podczas niedzielnego spotkania z publicznością.

W gronie tegorocznych niepokornych artystów nagrodzonych przez Tofifest znalazł się Jan Englert – aktor, reżyser, a także dyrektor Teatru Narodowego. 74-latek znany m.in. z Kilera, Katynia, Tataraku, Bogów, Komedii małżeńskiej otrzymał Złotego Anioła za całokształt twórczości.


                                                            Fot. Wojtek Szabelski

Englert debiutował jako czternastolatek. Wkroczenie na aktorską ścieżkę nazywa czystym przypadkiem. W zawodzie pracuje już od 60 lat, jednak długości swojej kariery nie liczy od nastoletniego debiutu w „Kanale”, ale od uzyskania dyplomu magistra sztuki aktorskiej. Jak mówi: Chyba jestem profesjonalistą, bo umiem nazwać to, o co mi chodzi. Podczas spotkania z publicznością, które odbyło się w niedzielę w sali kameralnej CKK Jordanki, aktor wiele uwagi poświęcił komunikacji i jej współczesnym zagrożeniom. Podczas większości wypowiedzi aktor stał, ponieważ jego zdaniem ciało mówi więcej niż najbardziej kunsztownie ułożone zdanie.

Englert mówił, że w dzisiejszych czasach nie umiemy rozmawiać, bo nie słyszymy się wzajemnie. Podczas gdy zajmujemy się wyłącznie sobą, podstawą życia i humanizmu jest umiejętność wzajemnego słuchania. Podkreślał wagę interpretacji. Słowo to wyinterpretowany wyraz. W kontekście komunikacji i istoty rozmowy Englert ironizował: piękny jest flirt, a nie seks.


Englert zdefiniował artystę jako człowieka, który nie wchodzi w rzeczywistość, lecz ją stwarza. Aktor z wieloletnim stażem dzielił się różnymi anegdotami i doświadczeniami. Przytoczył, m.in. sytuację z ubiegłego miesiąca, kiedy otrzymał scenariusz filmu, w którym miał zagrać postać naczelnika. Przewertował skrypt raz w poszukiwaniu swojej kwestii – nie znalazł nic. Kiedy przeczytał tekst dokładniej, dopatrzył się jednej sceny ze swoim udziałem, w której stojąc przodem do ściany odwraca się i mówi „nie”. To była cała jego rola. Gdyby reżyser postąpił uczciwie, Englert byłby skłonny zagrać w opisywanej produkcji za darmo. Jestem zbyt zarozumiały, żeby się obrażać – skwitował całą sytuację bohater spotkania.

Zapytany o preferencje dotyczące kina i teatru, opowiedział się za tym drugim. Podkreślał, że na deskach teatru w tej samej roli wprowadza element wymienny co wieczór. Każdego wieczora umieram wraz z rolą, a codziennie rano rodzę się na nowo – mówił metaforycznie.

Jan Englert nie odpowiedział na pytanie prowadzącej wydarzenie – Patrycji Wanat – dotyczące zmiany dyrektorów w teatrach. Wstrzymanie od głosu argumentował: Znam całą prawdę, dlatego nie chcę o tym mówić. Prawda nie zawsze służy sprawie. Swoją niechęć do polityki tłumaczy wyznawaniem zasady fair play, która jego zdaniem nie jest domeną posłów, senatorów, itp. W kontekście prawdy Englert wspomina, jak kiedyś chciał, żeby aktorzy nie kłamali. Obecnie chce, żeby znów zaczęli to robić. Sama prawda polega na wstydzie. Dziś wszystko buduje się na bezwstydzie – stwierdził aktor.

Jan Englert – wyróżniony na niepokornym festiwalu Tofifest – tak zdefiniował niepokorność: Płynę do dzisiaj, ale nie zawsze z prądem. Nie chodzi o to, żeby dać się unosić, ale żeby zachować swój styl. Niepokorność polega na tym, że dalej chce się płynąć". Od swoich mistrzów dostał bezinteresownie przekazaną wiedzę. W owej bezinteresowności upatruje cienia nieśmiertelności. Starzenie się, zdaniem gościa polega na traceniu pewności siebie. Granice wyznaczam ja sam – przekonuje Jan Englert, artysta niepokorny.

Zuzanna Kuffel