Zaczarowany świat "Pokotu" i magiczne spotkanie z Wiktorem Zborowskim – relacja ze spotkania

Tego człowieka nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Aktor najbardziej kojarzony z rolą w "Ogniem i Mieczem", a także komedii Janusza Majewskiego "C.K. Dezerterzy". Każda chwila spędzona w towarzystwie Wiktora Zborowskiego rozbrzmiewała jego wyjątkowym głosem. Udało nam się dowiedzieć, jak oswajał się z rolą i jak pracowało mu się z reżyserkami "Pokotu".


Cierpienie "Pokotu"

Najnowszy film Agnieszki Holland i jej córki Kasi Adamik nakręcony został w oparciu o powieść Olgi Tokarczuk “Prowadź swój pług przez kości umarłych” (2009). Dzieło filmowe jest niewątpliwie istotne w karierze zarówno pisarki, jak i obu reżyserek. Nie chodzi tu wyłącznie o wartość kinematograficzną, która tutaj jest jakże wyjątkowa, ale o przekaz. Nie zdradzę zbyt wiele pisząc, że film porusza temat cierpienia zwierząt. Możemy w nim na własne oczy zobaczyć sceny niehumanitarnego traktowania naturalnych mieszkańców lasu. W filmie zadawane jest kilkakrotnie pytanie, jaki jest ten humanitarny sposób ich traktowania? Przecież lasy to dom dla dzików i saren.

Te kwestie słyszymy z ust głównej bohaterki “Pokotu” Janiny Duszejko, granej przez Agnieszkę Mandat. Ona zna swoją odpowiedź i walczy o nią wszelkimi siłami, przeciwstawiając się ludziom bezkarnym. Gość spotkania Wiktor Zborowski gra Matoge, sąsiada bohaterki. Osobę, która mniej żywiołowo traktuje te kwestie, ale niewątpliwie staje po jej stronie.

Matriarchat na planie

Pierwsze, o czym słyszymy od Zborowskiego to podkreślenie jak niecodzienny i zaskakujący był to film dla krytyki Europejskiej, wyprzedzający fakty niemalże. Aktor nawiązuje tu do głośnej sprawy wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej i protestów z nią związanych. Artysta drga w momencie, gdy przeczuwa, że coś się zbliża – mówi Zborowski o Agnieszce Holland. Tłumaczy, że pracując nad projektem ponad rok, musiała mieć wewnętrzne przeczucie, to drżenie przewidujące zmiany.

Gość dzieli się także wrażeniami z planu zdjęciowego, na którym panował matriarchat, ponieważ za reżyserię i scenariusz odpowiadało grono kobiet. Fantastyczne grono jak podkreśla Wiktor Zborowski. Dziewczyny były zachwycające, ich towarzystwo było wspaniałe. Różnica płci, jaką zauważył, to zachowanie w środowisku. Mężczyźni się izolują, dzielą na grupy, często elitarne, zaś kobiety integrują, zgarniają aktora do siebie i pilnują, by tak pozostało.


Jak być złamanym ślimakiem

Zapytany, czy postać którą grał w "Pokocie" była mu bliska, aktor odpowiedział, że niezupełnie. Dużo czasu i rozgrzebywania emocji potrzebował, by stać się Matogą. Musiałem dokonać poszukiwania stanów, o których istnieniu nawet nie wiedziałem.

Tworzona przeze mnie postać niesie połamany garb, ale - mimo że jak ślimak siedzi w skorupie - to wyjątkowa postać, której warto było szukać. On potrafi się wstydzić, ale w odpowiednim momencie przełamuje skorupę i wskakuje do basenu, nie sprawdzając nawet wcześniej czy jest w nim woda. Tymi słowami Zborowski opisuje Matogę, tak pięknie buduje charakter, jakim jest w filmie. Podkreśla również, że intensywność gry zawdzięcza ponownie dziewczynom. Bez surowej nieraz Agnieszki Holland ekipa by się rozluźniła, opadłby im ten niewiarygodnie skupiony tryb pracy.


Baśń o mścicielce

Film nie jest jednorodną historią, wyraźnie wyłamuje się spośród wcześniejszych dzieł Agnieszki Holland. Możliwe, że za sprawą tak wielu ludzi pracujących nad projektem pomysły wszystkich scaliły się w jedność, przez co odróżniły “Pokot” od reszty filmów autorki.

Pokotu nie można traktować 1:1, ten film to baśń o mścicielce

Taki sposób patrzenia na historię utrzymuje Zborowski. Po czterech seansach potwierdza, że ten pierwszy pozostawia widza w szoku, dopiero za drugim razem dotrzeć można do zachwycającej ścieżki dźwiękowej, dojrzeć wszystkie formuły zdjęciowe, jakie są w filmie prezentowane. Aż w końcu udaje się zapamiętać każdego bohatera, szczególnie epizodycznego listonosza. “Pokot” to pewnego rodzaju „hybryda gatunkowa”. Łączy w sobie dramat, głęboko osadzony w dialogu czarny humor, horror i momentami thriller. Ale przede wszystkim, w pamięć zapadają elementy fantastyczne, te baśniowe. Nie są to jednak baśnie do czytania na dobranoc.

Anna Badziąg