Świat w symbolach i obrazach. Wykład Lecha Majewskiego

Dzień po pokazie filmu „Onirica – Psie pole” uczestnicy festiwalu mieli przyjemność wysłuchać wykładu reżysera pt. „Ukryty język symboli w filmie”. W wypełnionej po brzegi sali Lech Majewski na przykładzie klasyki kina: „Ptaków” Alfreda Hitchcocka, „Ojca Chrzestnego” Francisa Forda Coppoli , „Lotu nad kukułczym gniazdem” Miloša Formana czy „Pulp fiction” Quentina Tarantino opowiadał o symbolach w filmie.


Lech Majewski zaczął od wyjaśnienia, czym jest symbol. To zarówno język, którym się posługujemy w codziennej komunikacji, gestykulacja, czy nawet futbol, który Majewski nazwał „geometrycznym językiem symbolicznym”. „Język filmowy w kinie nie jest pełnym językiem, jeśli nie operuje językiem symbolicznym. To znaczy, nie jest się w stanie stworzyć wybitnego filmu, jeśli nie ma w nim symbolu” – dowodził reżyser.

Na przykładzie „Ptaków” i hiszpańskiej Corridy Majewski, omówił symbolikę zwierzęcą. Później przeszedł do sposobu budowania napięcia w „Ojcu Chrzestnym”, gdzie zamiast dosłownie wyrażanych gróźb stosowano tak subtelne zabiegi, jak zabawa przyciskiem do papieru w kształcie armaty. Przywołany został także końcowa scena z Indianinem z „Lotu nad kukułczym gniazdem” oraz „Pulp Fiction”, które zdaniem reżysera można odczytywać jako filozoficzny moralitet o napięciu między wiarą w determinizm (Samuel L.Jacskon) oraz w wolną wolę (John Travolta). W polskim kinie przykładem sceny symbolicznej byłaby zdaniem Majewskiego scena  z „Popiołu i diamentu”, w której aktor grany przez Zbigniewa Cybulski zapala szklanki spirytusu, z której każda staje się metaforą człowieka, który poległ w zbrojnych akcjach.

Z sali padło pytanie, który film jest bardziej wartościowy? – pełen symboli, ale niezrozumiały przez szerszego odbiorcę, czy stworzony z myślą o przeciętnym widzu. Majewski stwierdził, że nie zna takiego podziału i choć sam robi filmy nafaszerowane symboliką, najlepiej rozmawia mu się o nich z prostymi ludźmi, którzy najlepiej rozumieją jego filmy. Drugie pytanie dotyczyło użycia „symbolu dla symbolu”. Zdaniem Majewskiego jest to kwestia smaku i wyczucia, ale najlepsze symbole wynikają z akcji i są naturalnie wkomponowane w fabułę.

Ostra odpowiedź padła na pytanie o symboliczną scenę kończącą „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego: „Nie widziałem tak daleko, jedną trzecią filmu widziałem i wyszedłem. To taka brednia, że nie mogłem tego zdzierżyć. Film dla kretynów” – powiedział  reżyser.



Anna Dwojnych
Relacja z wykładu Lecha Majewskiego „Ukryty język symboli w filmie”


Komentarze

Prześlij komentarz