Najważniejszy film świata na TOFIFEST

Klasyk dostaje Złotego Anioła, a klasykę pokazujemy na ekranach Tofifestu. Całe pasmo KLASYKA KINA zapowiada się smakowicie dla tych, którzy chcieliby zobaczyć kamienie milowe filmu, w miejscu dla którego zostały stworzone - w kinie. Będzie i "Casablanca" z Bogartem i Bergmann, będzie Butch Kassidy i Sundance Kid z Redfordem i Newmanem, będzie "Pół żartem pół serio" z Monroe i Lemonem.

Ale będzie też film, który nieustannie wygrywa rankingi na najlepsze dzieło w historii kina - "Obywatel Kane". Obejrzeć ten film w kinie to OBOWIĄZEK każdego szanującego się kinofana. To tak jakby zwiedzać katedrę Notre Dame w Paryżu czy Wawel. Niby znamy dokładnie ze zdjęć, ale trzeba tam być choć raz naprawdę. "Obywatel Kane" to film gigant - debiut reżyserski Orsona Wellesa, który od razu przewrócił kino do góry nogami. Oddajmy głos krytykowi Klubu Miłośników Filmu [www.film.org.pl], który ładnie to opisał.

Historia opowiadana w filmie rozpoczyna się sceną samotnej śmierci starca, który wypowiada swoje ostatnie słowo: "Rosebud - Różyczka" i upuszcza na podłogę szklaną kulę - przycisk do papieru. [...]
W następnym ujęciu zaskoczenie - widzimy kronikę filmową, z której dowiadujemy się kim był starzec, a był nie byle kim, potentatem prasowym, który na stałe zapisał się w historii Ameryki, to Charles Foster Kane (w tej roli doskonały Orson Welles). Kronika filmowa w skrócie przedstawia nam historię tego nieprzeciętnego człowieka od jego narodzin aż do śmierci. Orson Welles zastosował tu zabieg stylistyczny, który w tym czasie był czymś zupełnie nieznanym - w pierwszych minutach filmu pokazał zakończenie i skróconą opowieść o życiu głównego bohatera. Zakłócił tym samym liniowość narracji, co w owych czasach było rzeczą niespotykaną. U widza może to powodować bowiem wrażenie, że nie zostało nic więcej do opowiedzenia. Nic bardziej mylnego - Welles daje widzowi do zrozumienia, że to nie biografia bohatera jest tym co warte zainteresowania, ale przyczyny, które doprowadziły do takiego a nie innego finału.
[...]


"Obywatel..." nie bez powodu stał się filmem niemal instruktażowym dla późniejszych twórców. Welles wprowadził zupełnie nieznany wcześniej sposób narracji rezygnując z liniowości fabuły na rzecz retrospekcji opisujących rozwój wewnętrzny postaci. Zastosowana technika filmowania, konstrukcji głębokich planów (duża głębia ostrości), mocne, ekspresyjne operowanie światłem i cieniem widoczne w świetnych zdjęciach Gregga Tolanda, oraz szeroko stosowany przez Wellesa tzw. montaż wewnątrzkadrowy (długie inscenizowane ujęcia z małą ilością cięć) zadecydowały o tym, że obraz stał się również przełomem w technice filmowej. Niepowtarzalny klimat, atmosfera tajemnicy, a przede wszystkim uniwersalna historia wsparta bezbłędną realizacją, decydują o tym, że "Obywatel Kane" pozostaje wciąż zaskakująco aktualny, mimo swoich sześćdziesięciu lat.

No i co, teraz to już nie wypada nie pójść na ten film podczas Tofifestu :)