Czy on musiał umrzeć?

Jurorką konkursu głównego On Air Tofifest była w tym roku znakomita rumuńska reżyserka Anca Damian. Z widzami Tofi spotkała się po projekcji nagradzanego w Locarno, Gdyni i Annecy filmu „Crulic — droga na druga stronę”. To było spotkanie, które może zmienić spojrzenie na świat.

Anca Damian na Tofifest, fot. Tytus Szabelski
Film Anci Damian to wstrząsająca opowieść o Claudio Crulicu, 33-letnim Rumunie, który zagłodził się na śmierć w krakowskim areszcie w proteście przeciwko niesłusznemu oskarżeniu o kradzież… portfela. Umarł na oczach całego polskiego aparatu władzy, przy kompletnym braku jego reakcji. Film ma już swoją historię festiwalową, ale wciąż wywołuje gorące emocje. Dość powiedzieć, że kilka dni temu Anca Damian za jego reżyserowanie znalazła się w ścisłym gronie 10 kandydatów do nominacji Paszportu Polityki’2013.

Podczas rozmowy na Tofifest Damian podkreślała, że był to pierwszy, pełnometrażowy, animowany film rumuński od 20 lat. „Zastosowałam w nim wszystkie istniejące techniki animacyjne, a pracowało przy jego powstaniu zaledwie 5 osób” — mówiła. „W Rumunii, w przeciwieństwie do Polski, nie istnieje tradycja tworzenia filmów animowanych, dlatego też 'Droga na drugą stronę' może zostać nazwana pierwszym pełnometrażowym filmem animowanym powstałym we współczesnej Rumunii” - mówiła. Faktycznie film poraża wręcz wielością form animacji, od poklatkowych eksperymentów, przez klasyczną rysunkową, po animacje za pomocą lalek i wycinanek.



Widzowie pytali o bohatera filmu. Reżyserka podkreślała, że w trakcie realizacji obrazu, która miała miejsce już po śmierci, Claudio Crulica, zdobyła pewność, że on nie chciał popełnić samobójstwa. Nie zagłodził się z
powodu jakiegoś dziwnego kaprysu czy psychozy: „On nie był wariatem. Głodził się, bo walczył o prawdę. Ale ci którzy mieli się nim opiekować, pozwolili na dojście do momentu, w którym zagłodzony organizm człowieka nie może już cofnąć się z drogi ku śmierci” – mówiła reżyserka i jurorka Tofifest. Historia Crulica trafila do niej „sama”. Anca Damian przeczytała o tragedii w krakowskim areszcie w gazetach. W trakcie realizacji filmu spotkała się m. in. z dziennikarzami zajmującymi się sprawą Rumuna, ale jak podkreślała, podczas procesu tworzenia najtrudniejsze dla niej było gromadzenie materiałów oraz wizyta w rodzinnym mieście Crulica i w jego domu.

Anca Damian na Tofifest, fot. Tytus Szabelski
Motywem przewodnim spotkania szybko stało się więzienie i życie za kratami. One bowiem były spoiwem łączącym trzy filmy wchodzące w skład „więziennej trylogii” zrealizowanej przez Ancę Damian. Wcześniejsze były pełnometrażowymi dokumentami o więźniach podejmujących próby zmiany swojego życia. Zwieńczeniem „trylogii” jest właśnie „Droga…”. Jak podkreślała – zwieńczeniem ostatecznym, bo nie zamierza już nigdy wracać do tego tematu.

Anca Damian długo rozmawiała z widzami. Mówiła o swojej drodze twórczej, metodach pracy. Przyznała, że podczas pracy nad filmem „nie zastanawia się nad tym, co będzie potem” i nie kalkuluje czy za taką, a taką pracę otrzyma jakieś nagrody. Podobnie było podczas pracy nad „Drogą…”, której zaklasyfikowanie gatunkowe początkowo sprawiało organizatorom festiwali filmowych wiele problemów. Tym większa radością i kompletnym zaskoczeniem było Grand Prix przyznane Damian na festiwalu w Annecy, jednej z najważniejszych imprez filmowej animacji na świecie. O nagrodzie dowiedziała się telefonicznie, bo… opuściła miasto, pewna, że nie ma żadnych szans na zwycięstwo w konkurencji z produkcjami Pixara, Disneya i z Hollywood.

Na koniec jeszcze raz podkreśliła, że uważa ten film za opowieść uniwersalną, opowieść o historii, która może przydarzyć się każdemu. Każdemu.