Maria Sadowska i Tofifest.

Wspominków z Tofi’12 ciąg dalszy. Każdy kto był, ten pamięta, że spotkania z Marią Sadowską i Katarzyną Kwiatkowską było jednym z najgorętszych. Mocne słowa z obu stron – i od gości i od widzów, żonglowanie pojęciami „sztuki kobiet”, „feminizmu”. Powodem był nowy film Sadowskiej „Dzień kobiet”, który miał swoją regionalną premierę na tegorocznym Tofifest.

Maria Sadowska i szefowa Tofifest Kafka Jaworska
„Czy jest to feministyczny western?” – oto pytanie, które rozpętało prawdziwą burzę na Tofifest. „Nie chcę, żeby 'Dzień kobiet' był określany mianem kobiecego kina” - podkreśliła bardzo stanowczo reżyserka tego obrazu Maria Sadowska. „Bo chociaż jest to film o kobietach, zrobiony przez kobiety, zawiera w sobie uniwersalne przesłanie” - mówiła.

Maria Sadowska i Katarzyna Kwiatkowska na Tofifest
„Dzień kobiet" opowiada historie pracownic wykorzystywanych przez wielką sieć dyskontów spożywczych. „To znak naszych czasów. Niezależnie od profesji jaką wykonujemy, czujemy na sobie oddech korporacji” – mówiła Sadowska. Najbardziej wstrząsające jest to, że film oparty jest na faktach. Grające w nim aktorki, przygotowując się do swoich ról, rzeczywiście pracowały jako kasjerki, co wcale nie było łatwe. Katarzyna Kwiatkowska, grająca główną rolę, otwarcie przyznała, że nie dawała sobie rady i podczas jej zmian przy kasie ustawiały się bardzo długie kolejki.

Prawdziwym odkryciem i przebojem filmu jest właśnie ona – Kasia Kwiatkowska. Stworzyła w „Dniu kobiet” bardzo ciekawą, przekonującą kreację, a przecież była to jej pierwsza poważna i do tego od razu główna rola w kinie. Aktorka znana była dotychczas przede wszystkim z programów satyrycznych, gdzie doskonale się sprawdzała się jako parodystka (Szymon Majewski Show), tym lepiej więc, że mieliśmy wreszcie okazję zobaczyć ją w całkowicie odmiennym charakterze. Brawo dla Sadowskiej za dobrego nosa do talentów. „W polskim kinie kobiety są dodatkami do mężczyzn. Najczęściej to chichoczące idiotki, które myślą tylko o ciuchach. Dlatego zależało nam, żeby stworzyć nową postać kobiecą” – mówiła Kwiatkowska na spotkaniu.


"Pani w czarnym, pani w białym". Hi, hi
Najostrzejszym momentem spotkania było jednak nie „pytanie otwarcia”, ale bezpardonowy atak jednego z widzów na Sadowską i Kwiatkowską.  
„Co panie sobie wyobrażają! Mówię do pani w białym i pani w czarnym” – niemalże krzyczał w czasie dyskusji po projekcji wyjątkowo rozsierdzony filmem pan w mocno średnim wieku. Zdenerwowany zbyt feministycznym wymową tego obrazu, zapomniał imion i nazwisk gości aktorki i reżyserki. A film zapewne zdenerwował niejednego w tym kraju.



Debiutancki pełny metraż Marii Sadowskiej startował w konkursie narodowym From Poland.