"Nie żyjcie w grzechu" - spotkanie z Kazimierzem Kutzem na Tofifest

Pierwszego dnia festiwalu miłośnicy kina mieli okazję spotkać się z jednym z czołowych przedstawicieli słynnej polskiej szkoły filmowej, twórcą tzw. tryptyku śląskiego, wybitnym społecznikiem i politykiem, Kazimierzem Kutzem. Tegoroczny laureat Złotego Anioła za niepokorność twórczą opowiadał o miejscu Śląska w swoim życiu prywatnym i zawodowym, potrzebie poczucia tożsamości oraz o tym, z jakimi problemami musi mierzyć się młode polskie kino. 

podczas spotkania

Filmami, które przyniosły Kazimierzowi Kutzowi największą popularność, są dzieła, w których reżyser sięgał do swoich korzeni, czyli do Górnego Śląska. Nie dziwi zatem, że pierwsze pytanie, jakie usłyszał Mistrz, dotyczyło tego, czym jest dla niego ten region oraz jaki wpływ na jego twórczość artystyczną wywarło jego pochodzenie. Reżyser szeroko opowiadał o uwarunkowaniach historyczno-politycznych Śląska, które ukształtowały specyficzny charakter tego miejsca a także o atmosferze panującej w jego rodzinnym domu: o wolności dokonywania samodzielnych wyborów oraz dążeniu do ucieczki przed „śląskim chomątem”.

Pragnienie to Mistrz wspominał następująco: „Mówiłem sobie: pochodzisz z tak splugawionej ziemi, gdzie ludzie tak ciężko pracują; jedyne, co możesz w życiu zrobić, to nie być przeciętnym.” Jak sam przyznał, dopiero pobyt w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi uświadomił mu, że jego przynależność etniczna może być dla niego nie tylko balastem, ale przede wszystkim atutem. Trudny powrót do Katowic oraz próba poznania i zrozumienia swoich korzeni na nowo, stała się początkiem jego wspaniałej „śląskiej drogi”, której zawdzięczamy takie dzieła jak Sól czarnej ziemi, Perła w koronie, Paciorki jednego różańca, Na straży swej stać będę, Śmierć jak kromka chleba, Zawrócony. 

podczas spotkania
W dalszej części spotkania Kazimierz Kutz opowiadał o czynnikach, które wpłynęły na taki, a nie inny kierunek rozwoju polskiej szkoły filmowej w okresie Polski Ludowej oraz o pomysłowości jej twórców w zakresie środków formalnych. Jak wspominał: „Cenzura zmuszała do reżyserów mówienia czystym obrazem: nie publicystyką, ale metaforą”. Według autora ta wielka tradycja polskiej kinematografii stanowi dziś wyzwanie dla młodszego pokolenia, które w jego odczuciu wciąż jeszcze nie odnalazło swojej drogi, które w dużej mierze cechuje naśladownictwo wzorców obcych. Mistrz przekonywał: „Jeżeli nie będziemy mieli własnej kultury, będziemy mieli coraz dziksze społeczeństwo.” 

Padło również pytanie o sposób funkcjonowania postaci kobiecych w jego filmach. „Kobiety w moich
filmach to kapłanki ogniska domowego; mają swoją estymę. Na Śląsku jest matriarchat” – twierdził reżyser. – ”W każdym moim filmie kobieta, zwłaszcza matka, zawsze otoczona jest blaskiem.” Zapytany o to, jak należy żyć, Mistrz udzielił następującej rady: „Jak żyć? Po swojemu. Być dobrym człowiekiem (…) i dążyć do swojego celu. Żyje się, aby w swoim zawodzie dokonać arcydokonania. Jeżeli żyje się inaczej, żyje się w grzechu.” 

Przygotowała Barbara Linsztet