Film "Głód" czyli Rosjanka o Ukrainie po polsku (recenzja)

Może to zbyt duże porównania, ale atmosfera w filmie Mariki Krajniewskiej "Głód" przywodzi mi na myśl duszne klimaty z filmów Romana Polańskiego takich jak "Wstręt". Krajniewska w swoim świeżutko ukończonym, debiutanckim krótkim metrażu we frapujący sposób opowiada o tragicznym Wielkim Głodzie na Ukrainie lat 30-tych, widzianym przez pryzmat jednej, osobistej tragedii. 

Maja Krajniewska w Głodzie
"Głód" to film zaskakujący, bo wyreżyserowała go Rosjanka od lat żyjąca i tworząca w Polsce, która dobie wojny w Donbasie, pokazała jedną z największych zbrodni jakich dopuścił się radziecki komunizm na Ukraińcach. Nie da się zrecenzować "Głodu" bez przypomnienia tragedii o jakiej opowiada. Straszliwy był sadyzm komunistów sowieckich, którzy na rozkaz Stalina sprowadzili w latach 30. XX wieku na Ukrainę klęskę głodu. Na tejże Ukrainie, którą zwano ledwie 100 lat wcześniej "spichlerzem Europy", ludzie jedli korę z drzew i posuwali się do kanibalizmu, nie mogąc zerwać nawet kłosa z bujnie porośniętych zbożem pól. Groziła za to kula w łeb od NKWD. W efekcie umarło 3 lub 6 milionów Ukraińców. Nikt nie wie ilu na pewno.


Zrobić film, który oddałby w pełni tragedię Wielkiego Głodu, jest zadaniem niemożliwym, podobnie jak w wypadku Holokaustu. Dlatego bardzo dobrze, że Krajniewska skupiła się na jednostkowej, osobistej tragedii. Na jednym z milionów "ognisk głodu". W samotnej, wiejskiej chacie młoda Ukrainka, opuszczona przez męża, usiłuje chronić swojego synka i córkę od koszmaru. To właśnie sceny ich wzajemnych relacji, matczynej miłości i szaleństwa, są najmocniejszą stroną tej etiudy. Wisząca w powietrzu duszna, klaustrofobiczna atmosfera w pewnym momencie staje się głównym tematem filmu. Straszna "mgła głodowa" opanowuje umysł i ciała dzieci oraz matki. Świat na zewnątrz przestaje istnieć. Jest tylko rozrywający wnętrzności głód.

Warto dodać, że film został oparty na faktycznie istniejących postaciach: "Postać głównej bohaterki jest autentyczna. O jej losach opowiedział mi dziadek, który znał ją osobiście. Spotkał ją już po tym, jak na skutek głodu popadła w obłęd. Tak mocno mnie to poruszyło, że po latach napisałam opowiadanie, na podstawie którego stworzyłam potem scenariusz" - mówiła w jednym z wywiadów reżyserka.
Piotr Głowacki w Głodzie
Klimat dobrze buduje niepokojąca muzyka Macieja Pawłowskiego oraz świetne zdjęcia Tomka Walaska. Mistrzowski, nawet w tak niewielkim epizodzie, jest jak zawsze Piotr Głowacki (torunianin z pochodzenia i laureat Flisaka Tofifest), który tworzy prawdziwie demoniczną kreację.

Ale czas na "łyżkę dziegdziu". W filmie jest moim zdaniem zbyt... czysto. Ukraińską wieś udanie "zagrał" skansen w toruńskim Muzeum Etnograficznym. Niestety, jak to w muzeum, nie można było
ingerować we wnętrza. W efekcie są one zbyt "sterylne". Brakuje mi brudu i chaosu, jaki musiał przecież panować po kilku latach radzieckiej przemocy na skrajnie biednej wsi. Reżyserka wyjaśnia, że nie "musiał" i że to świadomy zabieg. "W domu mojej babki, Ukrainki, która żyła właśnie w takiej chacie, zawsze było czysto i skromnie, niezależnie jak ciężkie byłyby to czasy". Problematyczna jest też dla mnie trójka radzieckich funkcjonariuszy. Ich "sowieckość" podkreślana jest dosyć prosto, chamskim piciem wódki i rubasznym śmiechem. A szkoda, bo mogli być bezlitośni i budzący strach, ale ten głęboki, bliższy klimatowi reszty filmu. I tu znowu dowiaduję się od Mariki Krajniewskiej, że ich obraz przeniosła ze wspomnień dziadka. "Mówił, że ci aktywiści z ich wioski byli raczej śmieszni. Straszni byli dopiero działali w miastach i łagrach" - dodaje Krajniewska.

Generalnie debiut Mariki Krajniewskiej jest na tyle obiecujący, że będę czekał z niecierpliwością na następne filmy tej młodej pisarki i reżyserki. No i oczywiście na premierę w kinie. Bo warto śledzić rozwój jej talentu. I czekać na festiwalowe nagrody dla "Głodu".

Poniżej galeria zdjęć z filmu i planu

Marika Krajniewska

kadr z filmu
na planie "Głodu"
na planie "Głodu"
na planie "Głodu"
Piotr Głowacki na planie "Głodu"

Mateusz Damięcki na planie "Głodu"