Od Miauczyńskiego do Halskiego. Marek Kondrat dostanie specjalnego Złotego Anioła Tofifest

Marek Kondrat w "Psach" Waldemara Pasikowskiego 1992
Zagrał w ponad 100 filmach. Zaczął mając 11 lat od „Żółtej ciżemki”, kończył grając z… „Adolfem Hitlerem”. Po drodze zebrał wszystkie najważniejsze nagrody polskiego kina, został Adasiem Miauczyńskim i wykonał najbardziej zaskakującą woltę w historii naszego filmu. Przedstawiamy! Gość Tofifest 2016, Marek Kondrat.

Od chwili zagrania w 2010 roku ostatnich roli filmowych w „Małej maturze 1947” Janusza Majewskiego i „Der Grosse Kater” Wolfganga Panzera, unikał imprez filmowych. Nic dziwnego, w końcu
publicznie poinformował wszystkich, że zrywa ze światem kina na rzecz świata win i winnic. Szefowa Tofifest Kafka Jaworska przez kilka lat przekonywała Marka Kondrata do wizyty w Toruniu i udało się. Mistrz sztuki aktorskiej, a prywatnie mistrzowski znawca win, odbierze 18 października Złotego Anioła za niepokorność twórczą.

Rogata dusza

Trzeba mieć niepokorną, wręcz rogatą duszę, by w pełni sławy, zupełnie dobrowolnie zrezygnować z bycia filmową gwiazdą. W świecie zdominowanym przez walkę o swoją fotkę na „Pudelku”, był to gest unikatowy.

Aktor postanowił zostać winiarzem, ale decyzja ta dla wielu była szokiem. Za Kondratem stały przecież znakomite role i nagrody: Wiktor, Superwiktor, Telekamera, Złota Kaczka, Telemaska dla najlepszego aktora teatru telewizji, 2 Złote Lwy w Gdyni i Polski Orzeł. Wow! 

Zawsze miałem wolność w sobie, z własnej potrzeby wolności” – mówił wywiadzie dla Gazety Wyborczej. „Swoje zrobiłem w filmie i nic więcej nie czuję. Nie mam emocjonalnych związków ze współczesnością artystyczną. (…) mam inną pasję. A wszystko w życiu robiłem raczej z takich właśnie pobudek i przekonań” - dodawał. Trudno zaprzeczyć, że w kinie „zrobił swoje”.

Miauczyński, Kwiatkowski, Halski

Kondrat wykreował wiele niezapomnianych postaci, z których trudno wybrać najważniejszą. Dla wielu jest nią kultowy Adaś Miauczyński z trylogii Marka Koterskiego („Dom wariatów”, 1984; „Dzień świra”, 2002; „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”,2006). Najmniejsze nawet scenki „Adasia” są perełkami. Chociażby znany z „Dnia świra” dialog Kondrata z Michałem Koterskim o „robieniu dziubka” z kaptura przy dresie. Do dziś to jedna z najpopularniejszych scen komediowych polskiego kina.


Śmiech przez łzy, takie odczucia wywoływał tytułowy „Pułkownik Kwiatkowski” (1995) Kazimierza Kutza. „Do komediowej błyskotliwości dodał Kondrat subtelne wyczucie konwencji 'śmieszno-strasznej', a efektem była i nagroda na festiwalu w Gdyni i powszechny podziw" – pisał krytyk miesięcznika Film.

Była też druga „osobowość aktorska” Kondrata, zrywająca z komediowym emploi. Pierwszą taką rolą była postać Ola Żwirskiego w „Psach” Radosława Pasikowskiego (1992). Kondrat zagrał tam byłego funkcjonariusza komunistycznej tajnej policji, przyjaciela głównego bohatera filmu Franza Maurera (w tej roli Bogusław Linda).



Dzięki „Psom” szybko, wraz z Lindą, stali się dyżurnymi twardzielami i gwiazdami nowego, polskiego kina sensacyjno-gangsterskiego. W tym nurcie mieściła się także postać komisarza Halskiego z "Ekstradycji" Wojciecha Wójcika (1996). Warto dodać, że ten serial kryminalny był tak wielkim przebojem, że w ówczesnych wypożyczalniach kaset VHS trzeba było wprowadzić zapisy. Ale aktorską karierę Marka Kondrata spina symbolicznie twórczość jednego reżysera.

Trzy razy Janusz Majewski

Kondrat zaczynał przygodę z ekranem jako 11-letni dzieciak. W 1961 zagrał głównego bohatera w filmie historycznym dla dzieci „Historia żółtej ciżemki” Sylwestra Chęcińskiego. Było jednak trochę za wcześnie na wbicie się szturmem na aktorski top. Stało się to w 1975, kiedy to wcielił się w nastoletniego kelnera z eleganckiej restauracji wielkiego hotelu „Pacyfik” w „Zaklętych rewirach” (1975) Janusza Majewskiego. To był faktyczny początek kariery aktorskiej, co potwierdziło przyznanie prestiżowej Złotej Kamery miesięcznika „Film”. Do tego reżysera wrócił po dekadzie, by zagrać rolę gefrejtra Jana Kani w komedii „C.K. Dezerterzy” (1985), która potwierdziła jego niesamowity talent komediowy.



Karierę symbolicznie zakończył także u Majewskiego w 2010 roku. W „Małej maturze 1947” zagrał swoją ostatnią rolę filmową w Polsce (równolegle, do szwajcarskiej telewizji wszedł „Der Grosse Kater” Wolfganga Panzera, w którym Kondrat zagrał Króla Hiszpanii obok Bruno Ganza, znanego z roli Hitlera w „Upadku”).



Koniec zaskoczeń? Nie w tym przypadku!

Mydlana opera i mydełko Fa

Marek Kondrat ma dwa „mydlane” epizody w karierze. Zagrał jedną z głównych ról w pierwszej, polskiej operze mydlanej „W labiryncie” (1988-1991). Rola przyniosła mu oszołamiającą popularność, oglądalność serialu sięgała bowiem 16 milionów widzów!

Drugi raz „wpadł w mydło”, gdy nieco niechcący stał się wykonawcą i współautorem „Mydełka Fa”, największego hitu wczesnych lat disco – polo. "Miało być wesoło, okazało się to koszmarem" wyznał aktor po latach. Jak się okazało, nieśmiertelny hit powstał bowiem przypadkiem, zaśpiewany ot tak dla żartu wraz z Marleną Drozdowską.


Winiarz na bank

„Jestem z nimi już osiemnaście lat. To ewenement na skalę światową, bo nie ma drugiej instytucji finansowej tak długo związanej z jednym wizerunkiem, jedną twarzą. Dodajmy – niemłodą” – mówił dla Playboy’a o swojej współpracy z bankiem ING. Faktycznie, ten holenderski bank, ma w Polsce twarz Marka Kondrata.

Swoją twarzą firmuje także sklepy z winem, dla którego porzucił aktorstwo. Dzisiaj „wino od Kondrata” można kupić w sieci i w realu w Kondrat Wina Wybrane. Ciekawe, jakie wino kupi w Toruniu?