Niepokorny Wojciech Smarzowski w Od Nowie

Zawsze staram się robić filmy, które wzruszają i prowokują - mówił Wojciech Smarzowski podczas spotkania z widzami.

fot. Wojtek Szabelski (freeepress.pl)

Wojciech Smarzowski wczoraj został nagrodzony Złotym Aniołem za niepokorność twórczą, a dziś w Od Nowie spotkał się z publicznością Tofifestu. Rozmowa dotyczyła przede wszystkim jego ostatniego filmu - "Wołynia", który 7 października wszedł do kin, ale poruszono także inne tematy, między innymi równie niepokornej jak jego postawa artystyczna - postawy życiowej. Burzą braw został nagrodzony za odmowę przyjęcia nagrody od prezesa TVP w kuluarach podczas Festiwalu Filmowego w Gdyni, co skomentował następująco: raz się człowiek przyzwoicie zachowa i od razu dostaje oklaski.

O miłości w nieludzkich czasach

"Wołyń" opowiada o Kresach w latach 1939-1945. Wojciech Smarzowski przedstawia historię z perspektywy Zosi Głowackiej (Michalina Łabacz), polskiej dziewczyny zakochanej w Ukraińcu - Petro (Vasili Vasylyk). Dziewczyna wbrew swej woli zostaje zmuszona do poślubienia sołtysa (Arkadiusz Jakubik). Tymczasem między polskimi, ukraińskimi i żydowskimi sąsiadami niebezpiecznie rośnie napięcie.
Film porusza ważny temat, szczególnie, że bardzo mało znany. Jeden z widzów zwrócił uwagę, że połowa Polaków w ogóle nic nie wie o wydarzeniach będących jego tematem, a - jak stwierdził reżyser - połowa z tych, którzy wiedzą, wiedzą źle.

Widzowie pytali również o ukraińskich aktorów występujących w produkcji - twórca mówił, że parę osób odrzuciło propozycję na wstępie z powodów politycznych, jednak dla wielu młodych Ukraińców temat jest ważny. W filmie wzięło udział około 30 debiutantów zza naszej wschodniej granicy.

Ku przestrodze

Pytany o to, czy liczy na to że film będzie mostem, czy raczej murem, Smarzowski odpowiedział: Nigdy nie było dobrego momentu na zrobienie tego filmu, ale ważne było, żeby go zrobić teraz, póki żyją ci, którzy przeżyli te wydarzenia. Twórca zaznaczył też, że ważne dla niego było pokazanie, do czego zdolni są ludzie uzbrojeni w zabójczą ideologię. Ja generalnie obawiam się nacjonalizmu, czy to ukraińskiego, czy też polskiego - mówił reżyser spytany, co sądzi o odradzającym się na Ukrainie kulcie Bandery. W rozmowie brali udział także ludzie, którzy przeżyli napady ukraińskich nacjonalistów. Jestem szczęśliwy, że dożyłem tego czasu, w którym powstał ten film - mówił jeden z nich. Reżyser opowiadał, że film został dobrze przyjęty przez Kresowiaków we Wrocławiu i Lublinie, a także przez wielu Ukraińców - wielu film bardzo mocno poruszył, chcieli o nim rozmawiać. Powiedział natomiast, że celowo nie chce mówić o własnych emocjach, które odczuwał przy realizacji filmu - są niczym wobec emocji tych, którzy to przeżyli.

Dalsze plany

Smarzowski mówił o planach dystrybucji filmu za granicą - zarówno na Zachodzie, jak na Ukrainie. Na razie planuje wyjazd z filmem do Kijowa - jak powiedział, nie ma jeszcze zgody, ale już zarezerwowałem bilety na samolot. Wersja przeznaczona dla krajów zachodnich będzie natomiast wzbogacona o dodatkowe informacje historyczne, by - na ile to możliwe - ułatwić widzom zrozumienie tego, co się wydarzyło.
Oprócz tego przygotowuje się do filmu również poruszającego tematykę historyczną, ale dotyczącą wczesnego średniowiecza - historię początków chrześcijaństwa w Polsce, słowiańskich wierzeń i miłości.

"Wołyń" można oglądać w kinach od 7 października.









Marek Sofij