Punkowy krzyk, czyli spotkanie z Przemysławem Wojcieszkiem

Chcieliśmy, aby to było takie punkowe, wykrzyczane – w ten sposób określił swój film Przemysław Wojcieszek, gość 14. Festiwalu Tofifest. Spotkanie z reżyserem i scenarzystą odbyło się 21 października w Od Nowie po projekcji jego najnowszego filmu „Knives out”.
 
Fot. Adrian Chmielewski (k35photo)

„Knives out” w reżyserii i według scenariusza Przemysława Wojcieszka jest z jednej strony studium fanatycznego nacjonalizmu, a z drugiej jałowego, wielkomiejskiego liberalizmu, który nie jest w stanie przeciwstawić temu pierwszemu. Czaro-biały obraz oparty jest przede wszystkim na dialogu bohaterów. Nocą, trochę jak w „Weselu” Wyspiańskiego, co przyznał sam twórca, rozmawiają o bieżącej sytuacji społeczno-politycznej. Głównym tematem jest problem migracji, który wyraźnie dzieli młodych ludzi.

Uległe kino kontra niepokorny teatr

Na początku gość Festiwalu zaprzeczył, aby scenariusz „Knives out” nadawał się bardziej do teatru niż do filmu. Zdaniem Przemysława Wojcieszka, który jest zarówno reżyserem filmowym, jak i teatralnym, kino polskie jest strasznie dosłowne. Konwencja jego filmu oparta, jak powiedział sam twórca, na przerysowaniu postaci, nadaje się jego zdaniem nie tylko do teatru. Chciałem zrobić bezpośrednie kino polityczne, którego w polskiej kinematografii brakuje - dodał. Gość przyznał, że ma pewien problem ze środowiskiem filmowym w Polsce, które unika komentowania bieżącej sytuacji społeczno-politycznej. Dużo lepiej na tym tle wypada teatr, który jest w naszym kraju sztuką znacznie bardziej zaangażowaną. Jednocześnie Wojcieszek rozumie powód takiego stanu rzeczy – kino unika niewygodnych tematów, ponieważ system finansowania produkcji jest skrajnie scentralizowany i po prostu nie można dostać pieniędzy na tego typu filmy. Za jedyną ostoję niezależności reżyser uznaje system dystrybucji, a konkretniej sieć kin studyjnych, które decydują się na pokazywanie bardziej niszowych produkcji. 
Przemysław Wojcieszek zrealizował „Knives out” za własne pieniądze i obecnie utrzymuje się z pracy w teatrze, a nie z kina. Gość dodał, że dzięki rozwojowi technologicznemu możliwe jest dziś robienie filmów przy o wiele mniejszym nakładzie finansowym niż kiedyś, co w pewnym stopniu uniezależnia twórców. 

Optymizmu brak 

Wojcieszek uważa, że trzeba dokonywać zapisów momentów historycznych w dziełach filmowych czy teatralnych. „Knives out” ma być właśnie takim zapisem pewnego przesilenia, z jakim mamy obecnie do czynienia. Film prezentuje mentalność Polaków w kontekście obecnej sytuacji społeczno-politycznej, skupionej głównie wokół kryzysu migracyjnego. W utworze pokazany został paranoiczny ogląd rzeczywistości, oparty na lęku przed innością, który podzielany jest przez wielu młodych ludzi. Wojcieszek sam przyznał, że pokazane postaci są przerysowane, jednak z drugiej strony jest w tym autentyzm, ponieważ w dialogi zostały wplecione autentyczne, pełne nienawiści komentarze internautów. Wojcieszek na pytanie z publiczności, czy konwencja filmu nie jest zbyt radykalna, odpowiedział: Chcieliśmy, żeby to było takie punkowe, wykrzyczane. Gość Festiwalu oznajmił, że „Knives out” jest wyrazem jego przerażenia falą nienawiści, z którą obecnie się konfrontujemy. Wojcieszek mówił o tym, że obecnie w przestrzeni publicznej na dobre zadomowiły się radykalne ideologie i język, które jeszcze do niedawna nie były akceptowane. Spotkanie zakończyło się równie pesymistycznie, co sam film. Reżyser stwierdził, że napięcie strasznie narasta, a akcja rodzi reakcję. Czekaliśmy, aż ten film straci na żywotności, lecz póki co jest on coraz bardziej aktualny - powiedział. 

Artur Eichhorst