Zawsze niepokorny. Irański reżyser Jafar Panahi otrzyma specjalnego Złotego Anioła Tofifest

Jafar PANAHI (FOT. New York Times)

To jest historia reżysera, który za robienie filmów płaci swoją wolnością i wrogością władz własnego kraju. A mimo tego, dalej je kręci. I choć nieustannie docenia je świat, każdy kolejny zostaje zakazany w jego Ojczyźnie. Chociaż nikt tak nie umie opowiadać o swoim kraju jak Panahi, opowieści tych nie mają szans poznać jego rodacy. 

Autor: Jarosław Jarry Jaworski / #tofilove

W sobotni wieczór, 20 października w Toruniu, córka Jafara Panahiego, Solmaz Panahi, odbierze specjalną nagrodę Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Tofifest, Złotego Anioła za Niepokorność Twórczą. Reżysera z nami nie będzie. Od 2010 roku nie może opuszczać swojego domu w Teheranie z wyroku sądu. 

Złoty Anioł dołączy do znakomitego „towarzystwa”, bo największe festiwale świata - Berlinale, Wenecja, Cannes - obsypują twórcę swoimi Lwami, Palmami i Niedźwiedziami. Każdy reżyser o takim dorobku siedziałby dziś w wilii w Hollywood, z widokiem na ocean. Panahi siedzi, i owszem, ale w areszcie domowym i ma 20-letni zakaz kręcenia filmów wydany przez rząd Islamskiej Republiki Iranu. 

Proste pytania o sile granatu

Uważany jest za kluczową postać Nowej Fali kina irańskiego. Jego filmografia obejmuje tylko 8 tytułów pełnometrażowych, ale wydaje mi się, że to niemal cud, iż w ogóle udało mu się coś nakręcić we własnym kraju. 
We wszystkich swoich filmach Panahi patrzy na swoich bohaterów z głęboko humanistycznej perspektywy. Najchętniej portretuje tych „najmniejszych”, pomijanych i dyskryminowanych. Głośno mówi o prawach kobiet, które – jak wiecie – w praktykowanej obecnie wersji islamu generalnie tych praw nie posiadają. 
Reżyser idzie drogą, którą nazwałbym „drogą filmowego Gandhiego”. Dlaczego? W jego filmach nie ma agresji, politykierstwa, ataków ideologicznych, a jednocześnie są niemalże krzykiem protestu. 

Spokojnie, wręcz monotonnie, wprowadza nas w światy swoich bohaterów, ale ów spokój staje się bronią o wielkiej sile rażenia. Panahi ryzykuje, stosując bardzo trudną metodę. Stawia w filmach pytania w tak prosty sposób, jakby zadało je dziecko. I tak samo prosto wyjaśnia, że ludzie w Iranie są prześladowani, kobiety - dyskryminowane, a prawa obywatelskie szargane. Nic dziwnego, że nieustannie styka się z zakazami. 

Metoda jest ryzykowna, bo łatwo się na niej wyłożyć i z monumentalnej prostoty dziecięcych pytań, wpaść w zdziecinnienie. Panahiemu to się jednak udaje. 

Solmaz Panahi odbiera Złota Palmę (fot. Die Welt)

Zakochany w „Złodziejach rowerów” 

Panahi urodził się 11 lipca 1960 w prowincjonalnej miejscowości Mijane w Iranie. Dorastał w biednej, robotniczej rodzinie z sześciorgiem rodzeństwa. To zaskakujące, ale znawcy jego kina mówią, że to właśnie dzieciństwo przeżyte w biedzie, dało jego sztuce ów szczególny, humanistyczny rys. 

W filmie zakochał się po pierwszej wizycie w kinie, kiedy miał 9 lat, ale przełomem byli dla niego "Złodzieje rowerów " Vittorio De Siki z 1948 roku. Arcydzieło neorealizmu włoskiego skomentował słowami „To film, który mnie nie okłamuje". I od tego momentu nigdy nie kłamał na ekranie, za co zapłacił wysoką cenę. 

Zakazany od samego początku 

Już jego pierwszy film krótkometrażowy „The Wounded Heads” („Yarali Bashar”) - dokument o nielegalnej tradycji żałobnej w północnym Iranie - był zakazany przez kilka lat. Obraz przyniósł mu jednak pierwsze nagrody. 

Potem rozpoczęła się jego wieloletnia przyjaźń i współpraca z innym irańskim mistrzem – Abbasem Kiarostamim. Wraz z nią przyszedł wielki sukces. W 1995 roku Panahi zadebiutował bowiem w filmie fabularnym „Białym balonikiem” („Badkonak-e sefid”). Obraz zdobył nagrodę Camera d'Or na Festiwalu Filmowym w Cannes. Była to pierwsza w historii tak prestiżowa nagroda dla irańskiego kina. 

O czym jest „Biały balonik”? „O niczym”, tak powiedziałby zapewne każdy fan „Transformersów” czy „Szybcy i wściekli”. Bo film opowiada o małej dziewczynce, która chce kupić złotą rybkę. I to wszystko. Posłuchajcie jednak słów reżysera:

"W świecie, w którym filmy są robione z milionami dolarów, nakręciliśmy film o małej dziewczynce, która chce kupić rybę za mniej niż dolara - i to właśnie chcieliśmy pokazać”. 

Łapska państwowej cenzury uniemożliwiły filmowi walkę o Oscara. „Biały balonik” został oficjalnie zgłoszony przez Iran do tej nagrody, ale w tym czasie stosunki z USA pogorszyły się na tyle znacząco, że władze doprowadziły do wycofania filmu ze stawki.




Co nagroda to zakaz 

Kolejne lata przyniosły filmy nagradzane na świecie i jednocześnie systematycznie zakazywane w Iranie. „Lustro” (1996) mówiło o pozostawianiu dzieci samym sobie w tym, jakże groźnym, dzisiejszym świecie. „Krąg” (2000) był pierwszym filmem, w którym Panahi otwarcie opowiedział się po stronie praw kobiet w krajach islamskich. Mimo braku zezwolenia Ministerstwa Kultury i Przewodnictwa Islamskiego (co za nazwa!) przesłał film na festiwal w Wenecji, gdzie obraz nagrodzono Złotym Lwem.

„W nagrodę” Ministerstwo zakazało filmu w Iranie, dorzucając oskarżenie "obrażania muzułmańskich kobiet". 

„Szkarłatne złoto” (2003) to głęboko humanistyczna opowieść o zderzeniu mieszkańców ubogich dzielnic Teheranu z bogactwem elity. Panahi prowadzi ją na swój, pozbawiony jakiegokolwiek efekciarstwa sposób, a mimo tego film zostaje w głowie widza na długie godziny. Obraz został oczywiście zakazany w Iranie, a Panahi - znowu nielegalnie – wysłał go na festiwal w Cannes i zdobył tam nagrodę Jury sekcji Un Certain Regard. 

Kolejnym manifestem na rzecz równouprawnienia kobiet był „Offside” (2006). To niesamowita historia grupy irańskich dziewcząt, które przebierają się za chłopców, by dostać się na stadion piłkarski i obejrzeć mecz eliminacji Mistrzostw Świata pomiędzy Iranem i Bahrajnem. W Iranie kobiety mają bowiem zakaz wchodzenia na stadiony (!), podobnie jak w wielu innych krajach islamskich. 

"Używam meczu piłki nożnej jako metafory, aby pokazać dyskryminację kobiet na większą skalę. Wszystkie moje filmy mają ten temat w centrum uwagi, co próbuję zmienić w irańskim społeczeństwie" – mówił Panahi. 

Premiera filmu odbyła się podczas festiwalu w Berlinie, gdzie został on nagrodzony Grand Prix Jury - Srebrnym Niedźwiedziem. A co na to władze? Oczywiście film został zakazany w Iranie. 




Aresztowanie 

W 2003 roku rozpoczął się czas konkretnych represji. Tym razem nie „aresztowano” już filmów, ale samego reżysera. Panahi został zatrzymany i przesłuchany. Potem zwolniono go, jednocześnie sugerując emigrację. 

Kolejne aresztowania nastąpiły w 2009 i 2010 roku. Reperkusje tego drugiego trwają do dziś. Panahi został wtedy zabrany z domu wraz ze swoją żoną, córką Solmaz Panahi i piętnastką przyjaciół do więzienia w Teheranie. Co prawda większość została zwolniona 48 godzin później, ale reżyser pozostał za kratami. Jak się okazało, przyczyną aresztowania było wsparcie jakiego udzielił tzw. Zielonej Rewolucji, która sprzeciwiła się wyborowi islamisty Mahmuda Ahmadineżada na prezydenta kraju. 

Panahi został skazany. Wyrok zakazywał mu reżyserowania filmów, pisania scenariuszy i udzielania jakichkolwiek wywiadów irańskim i zagranicznym mediom.

Zabroniono mu też opuszczania kraju, z dwoma wyjątkami - miał prawo do świętej pielgrzymki „Hajj” do Mekki lub w razie leczenia szpitalnego.




Opór 

Nie byłby sobą, gdyby nie walczył. Zakaz wykonywania zawodu łamał od samego początku. Najpierw nakręcił dokument "To nie jest film" (2011), który został przemycony z Iranu na pendrive ukrytym wewnątrz… ciasta i pokazany na festiwalu w Cannes. 

W 2013 roku na festiwal w Berlinie trafił kolejny „nielegal” - „Closed Curtain” („Pardé”), który zdobył Srebrnego Niedźwiedzia. Ostatni „nielegal” Panahiego - „Taxi Teheran” - miał premierę w Berlinie w 2015 roku i zdobył Złotego Niedźwiedzia. W Cannes otrzymał Palmę za najlepszy scenariusz. Reżyser nie mógł opuścić kraju, aby wziąć udział ceremonii wręczenia nagród. Dlatego nagrodę w jego imieniu odebrała córka filmowca Solmaz Panahi. 

Toruń, Cannes, wolność! 

Solmaz przyjeżdża też na Tofifest, by podobnie jak w Cannes, odebrać Złotego Anioła za Niepokorność Twórczą dla swojego Ojca. 

W roku 2010 Jafar Panahi został członkiem canneńskiego jury festiwalowego. Po aresztowaniu w marcu 2010, nie mógł przyjechać do Francji, dlatego jego jurorskie krzesło symbolicznie pozostawało puste. 


"Wolne krzesło" w Cannes
- - -

PS: następujące postaci świata kina wezwały do ​​uwolnienia Panahiego: Ken Loach, bracia Dardenne, Jon Jost, Walter Salles, Olivier Assayas, Tony Gatlif, Abbas Kiarostami, Asghar Farhadi, Juliette Binoche, Paul Thomas Anderson, Joel i Ethan Coen, Francis Ford Coppola, Jonathan Demme, Robert De Niro, Jim Jarmusch, Ang Lee, Richard Linklater, Terrence Malick, Michael Moore, Robert Redford, Martin Scorsese, Paul Schrader, Steven Soderbergh, Steven Spielberg, Oliver Stone. 

PS: jest też w twórczości Panahiego polska ciekawostka. W „Białym baloniku” jedną z ról zagrała Anna Borkowska (zmarła w 2008 r. w Teheranie). Polsko-irańska aktorka, wraz z rodziną w 1939 roku trafiła przez Sowietów na Syberię. Rodzinie Borkowskiej udało się jednak, wraz z Armią Andersa przedostać do Iranu, gdzie osiadła w Teheranie.